Gdy zbliża się połowa września, oczy mieszkańców Krakowa i okolicy zwracają się ku Mogile. Dla wielu z nas jest to okazja, aby wybrać się przed cudowny mogilski Krzyż, uczestniczyć w Eucharystii oraz na kolanach przejść wokół ołtarza, doświadczając nierówności „wyrzeźbionych” na posadzce ludzkimi nogami.
Ta posadzka jest dla mnie fenomenem. Zmusza do refleksji. Iluż pielgrzymów musiało na klęczkach obejść ten ołtarz, żeby powstały takie fałdy. Ile próśb i podziękowań tu zaniesiono. Ile osób odeszło z tej kaplicy umocnionych. I chociaż czasy się zmieniają, ludzie są coraz „mądrzejsi”, to na uroczystościach odpustowych w Mogile pielgrzymów nie ubywa. Przychodzą ci starsi, zmęczeni życiem, utrudzeni niełatwą codziennością. Ale są też i młodsi, zwłaszcza ci, którym dziadkowie i rodzice przekazali wiarę, że „w krzyżu zbawienie”.
Myślę, że właśnie w Mogile, ale też przed każdym wizerunkiem Jezusa ukrzyżowanego, można sobie uświadomić, iż w życie człowieka jest wpisany krzyż. I nikt nie może go uniknąć. Chociaż prawdą jest, że nie lubimy cierpienia. A i od ludzi, którzy cierpią, też… uciekamy. Ma być łatwo, miło, przyjemnie. Taki przekaz otrzymujemy coraz częściej i taki program na życie przyjmujemy. A jeśli jest źle, ciężko? Jeśli doświadczamy choroby, zwłaszcza nieuleczalnej, jeśli zetkniemy się z niepełnosprawnymi ludźmi? Na takie „przypadki” współczesny człowiek znalazł „lekarstwo”: aborcję, eutanazję…
Tymczasem Jezus przekonuje nas, że bez cierpienia czy to fizycznego, czy duchowego nie uda się w pełni przeżyć życia! To jest droga do doskonałości, do świętości. To jest lekarstwo! W święto Podwyższenia Krzyża warto to sobie uświadomić. Warto też wybrać się do sanktuarium w Mogile. Na stronie www.mogilacystersi.pl znajduje się program tygodniowych uroczystości odpustowych, które rozpoczynają się wieczorem 13 września.
W rozmyślania o sensie krzyża i cierpienia wpisują się teksty przygotowane przez naszą redakcję. Polecamy Czytelnikom ich lekturę, wierząc, że i one będą służyły kształtowaniu chrześcijańskich postaw.
Niedzielny wieczór 23 lutego 2020 r. nie zapowiadał jakiegoś szczególnego wydarzenia w klasztorze franciszkanów w Kalwarii Pacławskiej. Zwykle, po wieczornych modlitwach i kolacji, jest czas rekreacji, rozmów, czy też wspólnego oglądania w miarę wartościowego filmu. Było już grubo po 21.00. Rzadko kiedy dzwonią też telefony z zewnątrz, szczególnie o tej porze i to w niedzielę. Tym razem było inaczej.
Sygnał telefonu przerwał błogi, klasztorny nastrój. Nawet któryś z braci zdziwił się, że o tej porze ktoś jeszcze do nas „się dobija”. Ponieważ siedziałem blisko, automatycznie podniosłem słuchawkę. „Mam na imię Piotr, dzwonię z Leszna w Wielkopolsce, przepraszam, że o tej porze, ale muszę podzielić się świadectwem” - usłyszałem w słuchawce. „Właśnie dzisiaj obejrzałem reportaż o Ojcu Wenantym Katarzyńcu. Nie daje mi spokoju krzyż, który jest w moim domu. Znalazłem go podczas jarmarku staroci na rynku w Lesznie. Od samego początku wpadł mi w oko i w głąb mojego serca. Chciałem go kupić. Jednak od właściciela stoiska usłyszałem słowa: Ten krzyż nie jest na sprzedaż… mogę go jedynie podarować lub otrzymać coś w zamian. „Po krótkich negocjacjach stałem się właścicielem krzyża. Wiedziałem od razu, że ma jakąś głęboką wartość duchową” - kontynuował mój telefoniczny rozmówca. „Nie znałem jego historii, choć nieraz byłem ciekawy, do kogo mógł należeć. Na spodzie podstawki krzyża jest przylepiona kartka, już trochę zniszczona, widać, że ktoś ją podklejał, aby nie straciła swej wartości. Na karteczce dopasowanej do podstawki odręczny napis: "Z lat 1915 Czyszki koło Lwowa". Zacząłem szukać w Internecie miejscowości Czyszki, znalazłem - mała miejscowość koło Lwowa na Ukrainie. Jak ten krzyż znalazł się tutaj, w Lesznie, po tylu latach w moim domu? Dopiero reportaż o Ojcu Wenantym otworzył mi oczy. Przecież ten krzyż mógł trzymać w swoich rękach i modlić się przed nim sługa Boży Wenanty Katarzyniec, on w tym czasie, tam właśnie pełnił swoją kapłańską posługę. Czy jest to możliwe? Wywnioskowałem to z reportażu w telewizji” - nie przerywał swojej historii rozmówca.
Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
Arcybiskup Paryża Laurent Ulrich zapewnił o swoich modlitwach i bliskości wspólnoty kościołów św. Wincentego a Paulo i św. Rocha, a także wszystkie osoby, które w minionych dniach doświadczyły bólu, oburzenia i gniewu w związku z aktami wandalizmu w paryskich kościołach - czytamy na profilu X archidiecezji paryskiej.
Arcybiskup Paryża domaga się, by kościołom zapewnić niezbędną ochronę. Wyraża zaufanie wobec prowadzonych obecnie dochodzeń policyjnych oraz do właściwych organów, które współpracują z zainteresowanymi parafiami, aby chronić życie modlących się w nich wspólnot, a także dzieła sztuki i dobra religijne, które znajdują się w tych kościołach.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.