Reklama

Aspekty

Tradycja? Naprawdę warto

Jeśli komuś zależy na pięknym Bożym Narodzeniu, musi dobrze wykorzystać Adwent. Oto mały przegląd zwyczajów i tradycji, który może się okazać całkiem inspirujący

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 49/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

adwent

Aleksandra Bielecka

Kuliste „światy” powstają z kolorowych opłatków

Kuliste „światy” powstają z kolorowych opłatków

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czemu służy Adwent? Z duchowego punktu widzenia to czas, w którym chrześcijanin przypomina sobie, że jego życie powinno być radosnym oczekiwaniem na powtórne przyjście Zbawiciela. No i oczywiście jest to też przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. A jeśli spojrzeć na sprawę również od strony zewnętrznej i trochę pogrzebać we wspomnieniach (nie tylko rodzinnych), można odkryć fascynujący świat tradycji i zwyczajów. Część z nich już zaginęła w mroku dziejów razem z dawnymi pokoleniami, ale część wciąż jest obecna w naszych domach. Co więcej – w wielu ludziach budzi się potrzeba wprowadzenia choć niektórych z nich do życia swojej rodziny. I nawet jeśli rodzice odrzucili kultywowanie zwyczajów przodków, dzieci szukają ich na własną rękę.

Wieńce, świece i źdźbła siana

Reklama

Ze znanych powszechnie adwentowych tradycji wymienić można Roraty. Do wielu kościołów z lampionami przychodzą nie tylko dzieci, ale i dorośli. Bywa, że podczas Mszy św. kolejne dzieci zabierają do domu figurkę Matki Bożej (Fraunetragen jest tradycją typowo niemiecką). W domach i świątyniach stawia się wieńce adwentowe z czterema świecami (co tydzień zapala się kolejną) – ten zwyczaj też przejęliśmy od Niemców, konkretnie od Kościoła ewangelickiego i cieszy się on całkiem sporą popularnością, np. w I Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Sulęcinie, gdzie uczniowie od kilku lat uczą się na zajęciach robienia adwentowych wianków. A znowu z Francji przywędrował do nas zwyczaj wkładania przez dzieci do żłóbka sianka za każdy dobry uczynek – chodzi o to, żeby w Wigilię było na czym położyć małego Jezusa. Nie sposób zapomnieć o kalendarzu adwentowym – łatwo go kupić w sklepie, ale niektórzy wykonują go samodzielnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ciasto musi swoje odleżeć

Nikt nie zachęca (wzorem np. dużych centrów handlowych) do dekorowania domu w bombki już w okolicach listopada. Jednak jeśli ktoś zamierza ozdobić swoje mieszkanie ręcznie robionymi zabawkami, nie ma wyjścia – musi zabrać się za ich produkcję wcześniej. To samo dzieje się z niektórymi potrawami, ciasto na piernik staropolski musi swoje odleżeć (kilka tygodni!), a i zakwas na barszcz czerwony (jeśli nie chcemy ze sklepu) wymaga swojego czasu. Parafialne schole też przecież nie będą przypominać sobie kolęd 24 grudnia rano. Już teraz dobrze jest ruszyć z niektórymi przygotowaniami, żeby zwyczajnie ze wszystkim zdążyć. A jeśli nie wyniosło się takich zwyczajów z domu, nie trzeba się martwić – nawet jeśli ktoś nie może wybrać się na specjalistyczne warsztaty, zawsze może znaleźć mnóstwo porad w książkach i Internecie. Przy okazji można tego i owego dowiedzieć się o przodkach. I poszukać inspiracji.

Jak to było kiedyś?

Reklama

O dawnych zwyczajach i wierzeniach opowiadają pracownicy Muzeum Etnograficznego w Ochli. – Dzisiaj w naszych domach stawiamy zwykle choinki. Jednak dużo starszą polską tradycją były tzw. podłaźniki. To krzaczki lub wierzchołki choinek, które wieszano do góry nogami pod sufitem nad stołem. Zdobiono je jabłkami, orzechami, kolorowymi wstążkami, papierkami i kulistymi „światami”, wykonanymi z opłatków. Nie służyło to wyłącznie dekoracji. Zielone gałązki symbolizowały odrodzenie. Natomiast ozdoby, według dawnych wierzeń, miały swoją moc – jabłka chroniły od bólu zęba, orzechy sprowadzały miłość i łączyły małżeństwa, a ich łupiny zakopane w Wigilię w sadzie dawały urodzaj, „światy” natomiast chroniły przed staropanieństwem – wyjaśnia Barbara Rybińska. – Taki podłaźnik trzeba było oczywiście pielęgnować, bo jeśli usechł za szybko, odczytywano to jako złą wróżbę.

Pod sufitem wieszano również „pająki”, czyli ozdoby ze słomy i kolorowej bibuły. Upodabniano też izbę do stajenki, przynosząc snopy siana – dzisiaj nawiązujemy do tego, wkładając sianko pod obrus.

Prawdziwy spektakl

– Wiele zwyczajów, które były kultywowane przez wieki, wywodziło się jeszcze z czasów pogańskich. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa były przejmowane i dostosowywane – mówi Damian Danak. – Czas Bożego Narodzenia to również czas przesilenia zimowego, a to dla naszych przodków miało znaczenie wręcz magiczne. Wierzono np., że jest to moment, kiedy przychodzą dusze przodków, więc zostawiano im resztki jedzenia, nie siadano przed strzepnięciem pyłków ze stołka, uważano na ostre przedmioty przy wigilijnym stole itd. Wigilia to kiedyś był prawdziwy spektakl i nie wolno było zmieniać w nim kolejności. Ogólnie wierzono, że w Wigilię świat staje się nierealny i dlatego np. opowiadano, że zwierzęta mówią wtedy ludzkim głosem.

– Oczywiście, te wszystkie cuda mógł zobaczyć tylko człowiek prawy, bez grzechu, dlatego też nikt tego nigdy nie widział – dodaje Barbara Rybińska.

U nas jest wszystko

Reklama

Dzisiaj, oczywiście, już się w tę magię nie wierzy, a ozdoby są po prostu ozdobami. Podobnie jest z wigilijną kolacją, ilością i rodzajem potraw – a one również miały swoją wymowę. Teraz pojawiają się na stołach, bo zawsze tak było. – W naszym regionie ze względu na to, że mieszka tu wielu przesiedleńców, możemy mówić o różnych tradycjach. Na stołach znajdują się potrawy Polaków pochodzących z Lwowskiego, Wileńskiego, Bukowiny Rumuńskiej, a także rdzennej ludności zachodniej Wielkopolski – mówi Barbara Rybińska.

Wiele rodzin jest mieszanych, obok siebie mieszkają chrześcijanie różnych obrządków, więc i tradycje się wzajemnie przenikają. Czasami jednak zanikają zupełnie, bo nie ma komu o nie dbać. Zachętą do kultywowania dawnych zwyczajów mogą być opowieści wigilijne osób, w których rodzinach tradycja wciąż trzyma się mocno.

Prosfora i opłatek

O świętach łemkowskich opowiada Irena Maksymczak z Przemkowa: – Na pewno musi być 12 dań. Siano pod obrusem też, nie wyobrażam sobie, żeby tego nie było. Kiedy tato żył, to on przynosił siano w dzień Wigilii, teraz robi to mama – zawsze się wita taką osobę, która niby idzie z daleka, a siano, które przynosi, zwiastuje, że narodził się Jezus. Tradycją u nas jest kompot z suszonych owoców (inaczej nazywa się to juha). Poza tym mamy postny żurek z ziemniakami, nie może tam być ani trochę tłuszczu. Jemy jeszcze kapustę gotowaną i fasolę. Oczywiście, pierogi z kapustą i grzybami, do tego moja mama zawsze robiła pierogi na słodko, z dżemem albo suszonymi śliwkami. I jeszcze karp, i śledzie.

Reklama

Od czego się zaczyna Wigilia? Na talerzu mamy prosforę i dzielimy się nią (tak jak w Kościele katolickim opłatkiem). Przynosimy ją do domu z cerkwi. Ale ponieważ rodziny są teraz mieszane, na wielu stołach jest i prosfora, i opłatek. Na talerzu jest też sól i czosnek, i zgodnie z tradycją każdy musi spróbować trochę czosnku, a nawet posmarować nim oczy, żeby się dobrze widziało. Oczywiście, śpiewamy kolędy.

Kiedy byłam dzieckiem, dużo ozdób było u nas robionych z bibuł i słomy. Na choince zawsze musiały być jabłka, czerwone, wypolerowane, żeby ładnie wyglądały. Wieszaliśmy też cukierki. I orzechy zawinięte w bibułę – kiedy ktoś podbierał, to tak tę bibułę zawijał, żeby nie było widać, że tam już nic nie ma.

Do środka złoty orzeszek

Józefina Hreczuch, której korzenie sięgają Krakowa, tak mówi o swojej Wigilii: – Zaczynamy od opłatka. A po życzeniach jest, oczywiście, kolacja, na której na pewno muszą być ryby, w różnej postaci – i smażone, i gotowane. Mamy pierogi ruskie i te z kapustą i grzybami, ale przede wszystkim musi być barszcz czerwony z uszkami, chociaż u nas to są raczej uszy, bo takie są wielkie. Muszę ich zrobić ze sto dwadzieścia, bo na Wigilii jest nas dużo. Jest też u nas kutia, ale niedużo, tylko jako tradycja, bo nie za bardzo nam smakuje. I kompot z suszonych owoców. A po kolacji się śpiewa. Na koniec mamy ciasto, szczególnie makowiec.

Pod choinką są prezenty i jedna osoba zabawia się w rozdającego. U nas obojętnie, czy dziecko, czy dorosły, każdy dostaje upominek. Choinkę ubieram zabawkami, które sama robię, bo nie lubię sztuczności, a broń Boże plastiku. Zabawki robię ze słomy, z błyszczących koralików, z papieru kolorowego. Z białych wydmuszek robię bociany, kaczuszki i łabędzie. Plotę koszyczki z bibuły i do środka zawsze daję złoty orzeszek. I wieszam czerwone jabłuszka, jak się je gdzieś zdobędzie. Moja mama zawsze piekła pierniczki na choinkę. Ale ja osobiście robię też kartki świąteczne z ususzonych płatków kwiatów – trzeba je zebrać w odpowiednich porach i odpowiednio ususzyć, bo każda roślina jest inna. I tymi płatkami wyklejam na przykład stajenkę.

2014-12-04 10:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z radością na spotkanie Pana

Niedziela świdnicka 50/2011

[ TEMATY ]

adwent

Bożena Sztajner/Niedziela

Jesteśmy na adwentowej drodze. Przybliżamy się do świąt Bożego Narodzenia. Od początku Adwentu słyszymy podczas liturgii różne ważne wezwania. W trzecią niedzielę Adwentu jesteśmy wezwani do radości. Jak odpowiedzieć na to wezwanie do radości? Chcąc na nie właściwie zareagować, należy najpierw zastanowić się, do jakiej radości wzywa nas Bóg, gdzie należy jej szukać, czyli z jakich źródeł ona wypływa. O radości mówi się dziś dość dużo: o jej potrzebie, o tym, że jest bardzo dobrym lekarstwem na stresy, że chroni przed zawałem serca, że jest potrzebna w towarzystwie, na zabawie, w urzędach, w zakładach pracy, w kościele - jednym słowem - wszędzie. Spotykamy niejednokrotnie ludzi radosnych, uśmiechniętych. Widzimy ich na ekranach telewizorów, na przyjęciach towarzyskich. Lubimy przebywać w ich obecności. Jednakże zauważamy, że nie każda radość jest autentyczna. Niekiedy jest ona wymuszona. Czasem jest to radość na pokaz, uśmiech przed kamerą, dla zmylenia przeciwnika. Radość tego typu może być skutkiem grzechu: oszustwa, kłamstwa, kradzieży, rozpusty cielesnej, nagromadzenia bogactw doczesnych. Radość tego typu jest krótkotrwała, szybko przemija, usycha. W liturgii jest mowa o radości innej, autentycznej, głębokiej, nieprzelotnej. Jest to radość dzieci Bożych, radość, która jest cnotą moralną. Pierwszym źródłem radości jest obecność Boga, czy dokładniej mówiąc - odczuwanie obecności Boga, doświadczanie Jego miłości, dobroci: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim” (Iz 61,10); „Radujcie się zawsze w Panu. Jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4,4.5). Zatem radość w Bogu, radość przed Bogiem. Drugie źródło radości to czyste serce, serce człowieka uwolnione z grzechów przez Boga: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo przyodział mnie w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości” (Iz 61,10). Przyodzianie w szaty zbawienia, to tyle co przyjęcie Bożego miłosierdzia, dostąpienie odpuszczenia grzechów. Zatem autentyczna radość wyrasta z czystego serca. Trzecie źródło prawdziwej radości to czynienie dobra, bezinteresowne pełnienie uczynków miłosierdzia. Gdy Jan Chrzciciel nauczał nad Jordanem, „pytały go tłumy: «Cóż więc mamy czynić?» On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni»” (Łk 3,10-11). Życie potwierdza następującą prawidłowość: im więcej czynimy dobra, im więcej służymy i poświęcamy drugim, tym więcej radości jest w nas. Oto przedświąteczny program dla nas. Jeśli nadchodzące święta mają być świętami radosnymi, jeśli mają spełnić się życzenia, które sobie przed świętami składamy, mówiąc: „radosnych, wesołych świąt”, to musimy powrócić do przypomnianych źródeł radości. Zwróćmy jeszcze uwagę na pierwsze źródło, jakim jest przeżywanie bliskości Boga, doświadczanie Jego miłości. Nasz poeta napisał kiedyś: „Idą ulicą biedni ludzie, bardzo znękani, smutni ludzie. Jak się nazywa ich boleść sroga. Nie mają Boga, brak im Boga”. Ludzie, którzy zagubili Boga, tracą prawdziwą radość. Jeśli czymś potrafią się cieszyć, to jest to zwykle radość przejściowa, pozorna. Popatrz na swoje życie. Jakie miejsce zajmuje w nim Bóg? Ile czasu Mu codziennie poświęcasz? Czy wierzysz, że On cię kocha miłością jedyną? On dał nam wszystkim swojego Syna. Powtarzamy w wyznaniu wiary: „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba”. Ucieszmy się na nowo obecnością Boga. Ucieszmy się na nowo Bożym Narodzeniem. Wracajmy na drogi wewnętrznej radości poprzez powrót do Boga.
CZYTAJ DALEJ

Papież do Polaków: niech lekcje religii pogłębiają poznanie Boga

2026-09-02 10:57

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Leon XIV

religia w szkole

Vatican Media

Niech udział w lekcjach religii i katechezie poszerza horyzonty oraz pogłębia poznanie Boga i świata – powiedział Leon XIV, zwracając się do Polaków podczas środowej audiencji generalnej. Papież nawiązał do rozpoczęcia nowego roku szkolnego i podkreślił, że wychowanie młodego pokolenia dokonuje się dzięki współpracy rodziców, szkoły i Kościoła, informuje Vatican News.

Zwracając się do polskich pielgrzymów, Leon XIV przypomniał, że wraz z początkiem września dzieci i młodzież rozpoczynają kolejny etap zdobywania wiedzy i formacji. Szczególne miejsce w papieskim pozdrowieniu zajęły lekcje religii i katecheza. Ojciec Święty wskazał, że mają one nie tylko prowadzić do poznania Boga i świata, ale także przygotowywać młodych do życia sakramentalnego i uczestnictwa we wspólnocie Kościoła.
CZYTAJ DALEJ

Ćwierć wieku służby chorym

2026-09-02 21:53

Archiwum organizatorów

- Dobrze, że ktoś wymyślił takie stacje, bo są bardzo potrzebne – przekonuje s. Krystyna Marut.

25 lat temu pierwszy pacjent zapukał do Stacja Opieki Caritas im. bł. Anieli Salawy w Gdowie. Poprzedniego dnia kard. Franciszek Macharski pobłogosławił stację, która powstałą w dawnej sali katechetycznej. „To jest centrum Kościoła, który idzie do świata z misją miłości miłosiernej” – podkreślił. Wtedy też swoją posługę wśród chorych i potrzebujących rozpoczęły tutaj s. Krystyna Marut i s. Agnieszka Zaucha ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Ich codzienna praca stała się ważną częścią historii gdowskiej placówki oraz lokalnej społeczności. Początki nie przypominały jednak dzisiejszej, nowoczesnej stacji rehabilitacyjnej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję