Reklama

Boże Narodzenie

Puste miejsce

W polskich domach jest od wieków tradycja, że przy wigilijnym stole zostawia się puste miejsce dla tzw. zabłąkanego wędrowca.
Na kogo w dzisiejszych czasach czeka dodatkowe nakrycie?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W dzień Wigilii Bożego Narodzenia nakrywamy stół białym obrusem, kładziemy sianko. Na najważniejszym miejscu stawiamy ozdobny talerzyk z opłatkiem. Stół jest dekorowany gałązkami jedliny, świecami. Stawiamy najelegantszą zastawę i podajemy zgromadzonym gościom dwanaście wigilijnych potraw. Gdzieś na końcu stołu jest pusty talerz...

To szczególny wieczór, na który czeka się cały rok. Ale nie dla wszystkich. Jest wśród nas wielu ludzi samotnych, chorych, nieszczęśliwych, na których nikt nie czeka, z którymi nikt nie podzieli się opłatkiem. Czasem wywodzą się z kręgu naszych najbliższych, z którymi dawno temu pokłóciliśmy się i dziś już nie potrafimy sobie przypomnieć nawet tematu sporu, ale nasza zawziętość nie pozwala wyciągnąć do nich ręki. Czasami jest to samotny sąsiad, z którym nie utrzymujemy bliższych kontaktów i nie czulibyśmy się swobodnie, gdyby miał usiąść z nami przy wigilijnej wieczerzy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zaganiani przy przedświątecznych zakupach, porządkach, nawet nie myślimy o takich sprawach. Jest to przecież czas ogólnej radości, ciepła rodzinnego. Cóż miałby robić przy naszym stole zagubiony, nieszczęśliwy człowiek?

Akceptacja wykluczonego

Bywają sprawy trudne, ekstremalne, których rozwiązanie wymaga odwagi i chrześcijańskiego miłosierdzia.

Reklama

– Od dwóch lat zbliżające się święta Bożego Narodzenia, a właściwie dzień Wigilii, spędzają mi sen z powiek – mówi Amelia. – Na naszej klatce schodowej koczuje sąsiad wyrzucony z domu. Kiedyś ostro pił, ale jego żona również nie stroniła od alkoholu. Gdy zachorował i przeszedł na rentę inwalidzką, uznała, że nie ma z niego większego pożytku, i wyrzuciła go na schody. Mieszka tam od 2 lat z przerwami na pobyty w szpitalu. Córka i żona są dla niego łaskawe, gdy zbliża się wypłata jego renty. On nie chce opuścić swego stanowiska, bo chce być blisko dwóch, jak mówi, „ukochanych kobiet”. Starałyśmy się z mamą załatwić mu miejsce w domu opieki. Nie chciał się na to zgodzić. Moja mama codziennie go dokarmia. Całkowicie to popieram. Ale przychodzi dzień Wigilii – i wtedy rozpoczynają się pertraktacje z moją mamą, która chce go zaprosić na naszą kolację. Ja sobie tego nie wyobrażam. Spór o tę sprawę między nami był już w ubiegłym roku, pana Henryka przed świętami zabrało jednak pogotowie i wyszedł ze szpitala dopiero w połowie stycznia. W tym roku spór między mną i mamą rozgorzał na nowo. Gotowa jestem wynieść mu świąteczne potrawy na klatkę schodową. Nawet zjeść z nim tam posiłek. Wiem dobrze, że nie tak to powinno wyglądać, że powinien usiąść z nami za stołem. Ale nie potrafię sobie tego wyobrazić. Gdyby chodziło tylko o mnie, przemogłabym się. Na kolacji ma być jednak mój mąż ze swoją matką i dwójka naszych dzieci. Jerzy już zapowiedział, że nie będzie ulegał fanaberiom mojej matki i jadł z bezdomnym. Dzieci boją się bliskiego spotkania z panem Henrykiem, którego ciągle spotykają na podwórku, na schodach. Nie wspominam nawet o teściowej... Chciałam Wigilię zrobić u mnie, ale mama nie chce o tym słyszeć. Mówi, że zawsze ten wieczór spędzaliśmy u niej. I tym razem nie widzi żadnego problemu. – Przecież znasz dobrze pana Henryka – próbuje mnie przekonać – jest spokojny, czysty, bo jego żona pozwala mu się umyć w łazience. Nie rozumiem twoich oporów. Nie tak cię wychowałam. Od małości chciałam cię nauczyć, że ludziom trzeba pomagać. Pamiętasz, jak robiłaś zakupy niedołężnej pani Halinie? Jak przygarnęliśmy dwa bezdomne psy? Byłaś wrażliwa. Co się z tobą teraz zrobiło? Czy wyobrażasz sobie sytuację, że siedzimy wszyscy przy wigilijnym stole, jemy, rozmawiamy, śpiewamy kolędy, a na schodach siedzi samotny człowiek obstawiony naszymi potrawami, ale wykluczony z naszego grona?

Wiem, że mama ma rację. Ta Wigilia z panem Henrykiem za drzwiami byłaby koszmarna. Ale jak przekonać mojego męża i teściową? Myślę, że wspólnie z mamą się z tym uporamy.

Krzywda sprzed lat

Bywają sytuacje trudniejsze, gdy przed laty oszukano nas, boleśnie zraniono. A powinniśmy takiej osobie przebaczyć i zaprosić ją, by zajęła puste miejsce przy stole.

Na peryferiach jednej z małych miejscowości stoi malowniczy domek w ogrodzie. Mieszka w nim kobieta z dwójką dzieci i z mężem, który kilka lat temu oszukał ją, porzucił, wyjechał z kochanką za granicę. – Mieliśmy wyjechać do Wielkiej Brytanii razem, aby podreperować nasz budżet, spłacić pożyczkę, powiększyć dom. Dziećmi mieli zająć się nasi rodzice. Marek wyjechał sam. Dzwoniłam do niego, wysyłałam esemesy. Wszystko na próżno. Po pewnym czasie od sąsiada dowiedziałam się, że Marek wyjechał z Grażyną, panną pracującą w urzędzie gminy. Wszyscy wiedzieli o romansie, tylko nie ja. Zostałam z dnia na dzień sama, praktycznie bez środków do życia. Gdyby nie moi rodzice, umarłabym z dziećmi z głodu. Gdy po kilku latach o nim zapomniałam, zjawił się niespodziewanie przed furtką z prezentami i kwiatami. Chciał się zobaczyć z dziećmi. Przepędziłam go. Jeszcze kilka razy próbował nawiązać z nami kontakt. A potem wszystko ucichło.

Reklama

Pewnego wiosennego dnia przed dom przyjechała karetka pogotowia i przywiozła na noszach Marka. Miał wypadek i od pasa w dół został sparaliżowany. Był zameldowany w moim domu. Musiałam go przyjąć. Wygospodarowałam pokój w drugiej części domu i tam zamieszkał. Przychodziła do niego siostra PCK i robiła zakupy, gotowała jakieś jedzenie. Pewnego razu zachorowała. Marek został bez żadnej pomocy. Przełamałam się i zaczęłam go doglądać. To mój wróg, ale też człowiek, który potrzebuje pomocy. Dzieci zbliżyły się do ojca, pomagały mu. Ja spełniałam przy nim obowiązki bez jednego słowa. Nie umiałam mu przebaczyć, chociaż nie raz mnie o to prosił. Przyszły święta Bożego Narodzenia. Zrobiłam wszystko przy mężu. Zaniosłam mu jedzenie do pokoju. Ale na tym koniec. Nie zaprosiłam go do wigilijnego stołu. Nie pomogły prośby dzieci. Nie potrafiłam przełamać się z nim opłatkiem. Rozmawiałam o tym z naszym księdzem, który przekonywał mnie o potrzebie przebaczenia, tłumaczył, że poczuję się wtedy wyzwolona z mojego koszmaru. Mówił o miłosierdziu – jeżeli Bóg nam wybacza największe grzechy, to my powinniśmy przebaczyć swoim najbliższym. Wiedziałam o tym wszystkim, ale w moim sercu tkwiła zadra, której nie mogłam się pozbyć. W tym roku lękiem napełniały mnie zbliżające się święta. Dzieci już na początku listopada robiły wigilijne podchody. – Mamo, ojciec się zmienił – przekonywała córka. – Spowiada się, przyjmuje Komunię św. Wie, że wtedy źle zrobił, ale bardzo tego żałuje. Kocha nas i wyznał mi, że o swoich uczuciach chciałby ci powiedzieć. Boi się, że go wyśmiejesz.

Długo się modliłam. Pytałam Najświętszą Panienkę, jak mam postąpić. Czy znowu zanieść wigilijną kolację do jego pokoju, czy poprosić go do naszego stołu? Podczas adwentowych rekolekcji ksiądz mówił, jak bardzo Bóg nas kocha i gdy będziemy szczerze żałować za winy, odpuści nam największy grzech. A potem, gdy szedł przez kościół z przykrytą welonem monstrancją i każdy mógł ją ucałować, coś we mnie pękło. Rozbeczałam się jak dziecko. Potem długo nad tym wszystkim myślałam i postanowiłam, że wybaczę Markowi. Że tegoroczną Wigilię spędzimy razem. Nie znaczy to, że zapomniałam o jego winach, ale że mu je przebaczyłam. Od tego dnia czuję się dużo lepiej.

Dzień Bożego Narodzenia to szczególny czas, gdy Jezus z miłości do nas przychodzi na świat jako bezbronne dziecko. Czy w obliczu tej miłości nasze serca skruszeją, wyzbędą się zawziętości i chęci odwetu za doznane krzywdy? Dopóki żyjemy, jest jeszcze na to czas, aby potem, po tamtej stronie, nie usłyszeć od Jezusa: „Idźcie precz ode Mnie. (...) Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25, 41. 45).

2015-12-15 11:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polskie Boże Narodzenie w Indiach

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

Ks. Henryk Jagodziński

Już po raz drugi dane mi było przeżywać uroczystość narodzenie Pańskiego z rodakami w New Delhi. Było to dla mnie o tyle radosne, że od domu rodzinnego dzieli mnie 5280 km w linii prostej. Mszę św. Bożonarodzeniową sprawowaliśmy o godzinie 12, w niedzielę 25 grudnia, w kaplicy Nuncjatury Apostolskiej w New Delhi. W tej kaplicy codziennie sprawowana jest Msza św., w której mogą uczestniczyć również wierni z zewnątrz. W każdą niedzielę mamy dwie Msze dla wiernych po angielsku, w których zwykle uczestniczy wspólnota międzynarodowa z Delhi, jak również i niektórzy Hindusi.

Pasterkę w tym roku sprawowaliśmy o godzinie 21. Wierni przybyli tak licznie, że niektórzy musieli stać na zewnątrz. Można było dostrzec przedstawicieli wszystkich prawie kontynentów z wyjątkiem Antarktydy. Przybyli nie tylko katolicy ale także wyznawcy hinduizmu a także kilku luteran pochodzących z Europy a będący dyplomatami swoich krajów pochodzenia. Niektórzy z nich byli po raz pierwszy na katolickiej Mszy św. i nie mogli ukryć zachwytu nad naszą Bożonarodzeniową liturgią. Chociaż Msza św. była po angielsku to i tutaj nie zabrakło polskich akcentów. Na dziękczynienie śpiewaliśmy w różnych językach „Cichą noc”, w tym również po polsku. Chociaż wierni mieli teksty kolęd, to jednak tekst napisany w naszym pięknym języku, zasadniczo cudzoziemcy nie potrafią przeczytać w takiej formie do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Mojemu koledze z Włoch, który prowadził śpiew napisałem wcześniej tekst fonetycznie i razem przećwiczyliśmy. Kiedy zaczęliśmy śpiewać, z radością odkryłem, że wśród wiernych było kilkoro Polaków, z którymi razem śpiewaliśmy tę piękną kolędę, także nie przynieśliśmy wstydu naszej ojczyźnie. Po Mszy św., niektórzy z nich powiedzieli mi, że przyjdą na polską Mszę również następnego dnia. Na zakończenie pasterki, złożyłem też wszystkim zgromadzonym życzenia również po polsku.
CZYTAJ DALEJ

Amerykańscy katolicy walczą o zniesienie kary śmierci

2026-04-06 16:16

[ TEMATY ]

katolicy

kara śmierci

Amerykanie

Vatican Media

Amerykańska organizacja Catholic Mobilizing Network (CMN), która mobilizuje katolików i ludzi dobrej woli do walki o zniesienie kary śmierci, walczy o rezygnację z wykonania wyroku na niepełnosprawnym umysłowo zabójcy - informuje agencja ACI Stampa.

Joseph Smith został skazany na karę śmierci w 1998 roku za morderstwo popełnione rok wcześniej. Od tej pory przebywa w celi śmierci w więzieniu w Alabamie.
CZYTAJ DALEJ

Była radna KO cieszyła się ze spalenia krzyża. Teraz wydała oświadczenie

2026-04-07 12:46

[ TEMATY ]

oświadczenie

Stargard

Koalicja Obywatelska

była radna KO

spalenie krzyża

Monika Kirschenstein

piękny widok

Parafia Rzymskokatolicka Świętego Maksymiliana Kolbego w Warszawie / x.com/DariuszMatecki

Wpis radnej wywołał powszechne oburzenie

Wpis radnej wywołał powszechne oburzenie

Radna miejska ze Stargardu Monika Kirschenstein podczas Świąt Wielkanocnych wstawiła na Facebook post ze zdjęciem płonącego papieskiego krzyża w Warszawie i dodała do niego opis: „Piękny widok”. Teraz twierdzi, że padła ofiarą... nagonki.

Przypomnijmy: Do groźnego incydentu doszło w Wielki Piątek ok. godz. 15:30 przed kościołem pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego przy ul. Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie. Zapalił się tam krzyż przed świątynią, pod którym w św. Jan Paweł II wygłosił słynną homilię w czasie pierwszej pielgrzymki do Polski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję