Reklama

Rodzina

Cykl: Mistyka Ciała

Błogosławiona różnica

„Zdaje się, że jest nieodzowna wielka praca dla kształtowania duchowości małżeństwa, moralności i życia duchowego małżonków” – powiedział św. Jan Paweł II podczas Mszy św. dla małżeństw i rodzin 11 czerwca 1987 r. w Szczecinie. Pewną próbą odpowiedzi na to wezwanie jest cykl artykułów „Mistyka ciała”, który rozpoczęliśmy miesiąc temu (nr 26/2017). Artykuły oparte są na audycjach prowadzonych przez Pawła Zuchniewicza, emitowanych pod tym samym tytułem w Radiu Warszawa.
Redakcja

Niedziela Ogólnopolska 30/2017, str. 18-19

[ TEMATY ]

małżeństwo

świadectwo

Ze zbioru prywatnego Dominiki i Michała

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dominika Figurska-Chorosińska i Michał Chorosiński, bohaterowie opublikowanego przed miesiącem pierwszego odcinku cyklu „Mistyka ciała” (nr 26/2017), odnaleźli siebie po pielgrzymce do grobu dziś już świętego Jana Pawła II, którego podczas kanonizacji papież Franciszek nazwał Papieżem Rodzin. Ich historia jest jednym z wielu dowodów na to, że „przez trudy dochodzi się do gwiazd”, a małżeństwo jest powołaniem do ciągłego rozwoju. Oczywiście, tak jak nie ma róży bez kolców, tak i rozwój miłości małżeńskiej nie jest pozbawiony wyzwań, przeszkód i trudności.

„Jest w nas coś takiego, szczególnie jak się żyje ze sobą, że każdy chce postawić na swoim – mówi Michał. – U nas spotkały się takie dwie osobowości i żadna nie chce odpuścić. Ja np. mam taką niezbyt fajną cechę, że dobrze się czuję w swoim towarzystwie. Mam dużo myśli i potrafię zupełnie się w nich zatopić. To pewnie też tak bardzo denerwuje Dominikę, która myśli, że...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– ...się wyłączasz – dopowiada jego żona. – Bo oczywiście kobieta potrzebuje uwagi. Jeśli mężczyzna się wyłącza, to emocje kobiety mówią: on mnie nie słucha, on mnie lekceważy. Nie jestem dla niego ważna”.

To może prowadzić do napięcia, ale z perspektywy lat Michał nie uważa tego za coś negatywnego.

Reklama

„Dzięki Dominice poznaję siebie – mówi. – Zanim ją poznałem, wydawało mi się, że jestem człowiekiem niezwykle spokojnym, że nie da się mnie wyprowadzić z równowagi. Dominika udowodniła mi, że tak naprawdę nic o sobie nie wiem. I za to jestem jej wdzięczny. A także za parę innych rzeczy, dzięki którym mogę się rozwijać. Natomiast do tego, by wyciągnąć te wnioski, potrzebuję trochę własnej przestrzeni. Czasem może to być wyprawa w góry, czasem wspólnota – ja to nazywam wspólnotą polowania: pójście z kolegami na mecz, gra w piłkę lub zwyczajne spotkanie spędzone na rozmowie w męskim gronie. Taka męska samotność na krótką chwilę wydaje mi się bardzo potrzebna. Podjęliśmy z Dominiką dyskusję na ten temat i myślę, że ona to zrozumiała”.

Samotność mężczyzny, samotność kobiety

„Asumpt do refleksji nad pierwotną samotnością człowieka – mówi św. Jan Paweł II w katechezach o teologii ciała – dają bezpośrednio następujące słowa z Księgi Rodzaju: «Nie jest dobrze, ażeby człowiek (mężczyzna) był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»”.

„W pierwszym skojarzeniu można wysnuć z tego wniosek, że kobieta ma mężczyźnie usługiwać – klasyczne przynieś, podaj, pozamiataj – Dominika komentuje biblijny cytat. – Podaj kapcie, ugotuj obiad, wypierz skarpetki itd. A mężczyzna – jak to czasem widać na filmikach w sieci – leży na kanapie i czyta gazetę. Na coś takiego absolutnie się nie zgadzam. Ale pomoc może być rozumiana inaczej – kobieta ma być dla mężczyzny pomocą we wspólnym wzrastaniu. Tak naprawdę ta relacja jest wzajemna – mężczyzna jest też niezwykłą pomocą dla kobiety. Po prostu razem pomagamy sobie iść do góry. To nie wzbudza we mnie żadnego buntu, ale pragnienie, aby tak było”.

Doświadczenie Dominiki i Michała doskonale koresponduje z tym, co mówi Papież:

„Znamienne jest również i to, że ów pierwszy człowiek (adam), stworzony z prochu ziemi, dopiero od chwili stworzenia pierwszej kobiety zostaje określony jako «mężczyzna» («îs»). Tak więc w momencie, kiedy Bóg wypowiada owe słowa o samotności, odnoszą się one do samotności «człowieka», a nie tylko «mężczyzny»”.

Reklama

„Co prawda w tłumaczeniu Biblii zostało użyte słowo «mężczyzna» – wyjaśnia o. Mirosław Pilśniak OP – ale oryginalnie jest tu użyte słowo «adam». Z niego rodzi się mężczyzna i kobieta. A więc dzięki kobiecie mężczyzna nie będzie cierpiał samotności, a dla kobiety odpowiedzią na samotność będzie spotkanie mężczyzny”.

Związek dwojga to coś znacznie więcej niż lekarstwo na samotność.

„Wiążąc się z drugą osobą, człowiek zadaje sobie pytanie, jaki mam być, i związek ten jest dla niego szansą, aby osiągnął swoją pełnię – mówi o. Mirosław. – To, co najpiękniejsze w nim/w niej, wyzwala się w spotkaniu ze współmałżonkiem”.

„Na swój użytek tłumaczę to w ten sposób, że staję się człowiekiem w konfrontacji z drugim człowiekiem – mówi Dominika. – Ponieważ jestem powołana do małżeństwa, to dokonuje się to przede wszystkim z moim mężem. Dzięki niemu, dzięki komunii z nim mam szansę odkryć swoje człowieczeństwo. W Michale, trochę jak w lustrze, mogę się przejrzeć i zobaczyć także moje wady. Wydaje mi się, że żyjąc sama, mogłabym się nieźle oszukiwać. Coś sobie wymyślę i będę przekonana, że tak pewnie jest. A konfrontacja z nim sprawia, że nie ma miejsca na oszustwo. Wszystko wychodzi na jaw i dzięki temu mogę stawać się pełniejszym człowiekiem”.

Żebro Adama

„Słowa: «nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam» (Rdz 2,18) stanowią jakby preludium opisu stworzenia pierwszej kobiety” – mówi św. Jan Paweł II. Po przytoczeniu dalszego ciągu Księgi Rodzaju o mężczyźnie, który „pogrążył się w głębokim śnie”, Papież zauważa: „w swój genezyjski sen zapada człowiek (adam), aby zbudzić się z niego «mężczyzną» i «niewiastą»”.

Reklama

„Do mnie to bardzo pasuje – uśmiecha się Michał. – Pogrążam się w tak głębokim śnie, że ponoć nie słyszę, kiedy dzieci w nocy płaczą”.

W tej żartobliwej uwadze kryje się głębsza prawda. Jeśli zgodzimy się z powiedzeniem, że „dziecko jest ojcem człowieka” – to każde takie nocne wołanie zmuszające mężczyznę do przerwania słodkiego snu i wsparcia żony daje mu kolejną – przyznajmy, niełatwą – szansę rozwoju. Czyż właśnie w takim momencie nie kształtują się i nie dojrzewają cnoty: męstwo, wytrwałość, cierpliwość?

„Mężczyzna staje się w pełni mężczyzną, kiedy może przyjąć odpowiedzialność za drugą osobę, zaopiekować się nią – zauważa Michał. – Wydaje mi się, że to z mojej męskiej natury wynika przekonanie, iż muszę zadbać o dom, zapewnić byt rodzinie. To jest ten moment, kiedy podejmuję decyzję i pytam: Czy zechcesz być moją towarzyszką, towarzyszką mojego życia? Zaczyna się proces zmiany: z chłopca, z takiego wesołego młodzieńca, staję się mężczyzną”.

„I gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział:

«Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!

Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta»”.

Reklama

Michał: „Dokładnie pamiętam ten moment naszego pierwszego spojrzenia, które trwało pięć, może siedem sekund. Z niego powstała iskierka, która przekształciła się w pragnienie kontaktu ze sobą, a później bliższego poznania”.

„Ja też się zachwyciłam moim przyszłym mężem – dodaje Dominika. – Myślę, że ten zachwyt doprowadził nas do sakramentu. I od tego momentu trwa komunia – jesteśmy jednością. I dlatego jak dzieje się coś dobrego czy coś złego, to oboje jesteśmy w to zaangażowani. Jeżeli z jednym z nas jest coś nie tak, to drugie zaraz to odczuwa. Mówiąc po prostu, najszczęśliwsza jestem wtedy, kiedy jesteśmy jednością, wszystko jest dobrze i panuje harmonia. A harmonię osiągam wtedy, kiedy jesteśmy razem w zgodzie”.

Jedność dwojga

„Mężczyzna i kobieta zostali stworzeni ku porozumieniu – mówi św. Jan Paweł II. – Ku wspólnocie w miłości na wzór Trójcy Świętej. Głęboka różnica między nimi rodzi głębokie przyciąganie w perspektywie harmonijnego dopełniania się”.

O. Mirosław: „Małżeństwo jest sakramentem, świętym znakiem Boga obecnego tu, na ziemi. Zatem miłość małżeńska jest miejscem miłości Bożej. A miłość Boża to jest miłość Trójcy Świętej. Miłość małżeńska staje się obrazem zachwytu, bezwarunkowego daru z siebie. Najbardziej uprzywilejowanym znakiem tej miłości jest powierzenie się sobie w ciele. Stąd najpełniejszym znakiem oddania jest współżycie małżeńskie. W nim przejawia się obecność Trójcy Świętej”.

Reklama

To mocne słowa. Oznaczają one, że miłość małżeńska w swoim wymiarze cielesnym i duchowym jest drogą do świętości. Podkreślmy – nie jest to jakiś niedościgniony ideał, lecz zwyczajna, normalna (co nie znaczy łatwa) droga do pełni człowieczeństwa dla każdego ochrzczonego.

Św. Jan Paweł II w swoim programie duszpasterskim na III tysiąclecie pisze:

„Wedle chrześcijańskiej wizji małżeństwa, więź między mężczyzną a kobietą – więź wzajemna i całkowita, jedyna i nierozerwalna – jest zgodna z pierwotnym zamysłem Bożym, który z czasem został przyćmiony przez «zatwardziałość serc», ale któremu Chrystus przywrócił pierwotny blask, objawiając, czego Bóg pragnął «od początku»” („Novo millennio ineunte”, 47).

Nie tylko głoszona przez św. Jana Pawła II nauka, ale również przykład wielu małżeństw – w tym Dominiki i Michała – dowodzą, jak wielka jest siła wierności małżeńskiej (nieprzypadkowo wierność i wiara to bardzo podobne słowa) i jak wielkie owoce z niej płyną. W wymiarze naturalnym jest to owoc w postaci dzieci i największego daru, jakim jest dla nich jedność ich rodziców, w wymiarze nadprzyrodzonym – udział w Bożym życiu już tu, na ziemi, i obietnica pełni tego życia w wieczności.

„Przychodzi mi do głowy wiersz ks. Jana Twardowskiego o wierze «takiej, która powtarza, że jeden plus jeden to trzy/bo jak dwoje to musi być i Pan Jezus» – mówi Michał. – To znaczy, że fundamentem naszej miłości jest miłość Boża...

– ...która bardzo konkretnie realizuje się w przepięknym darze jedności w ciele – dodaje Dominika. – Ten dar jest tylko dla małżeństwa”.

Znak jedności Dominiki i Michała ma pięć imion: Anastazja, Matylda, Józef, Piotr i Jan Paweł.

Współpraca Anna Zuchniewicz

* * *

Paweł Zuchniewicz
Dziennikarz, pisarz, tutor i nauczyciel w szkole „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”

2017-07-19 10:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Małżonkowie dla / za kapłanów

[ TEMATY ]

pielgrzymka

małżeństwo

sanktuarium

kapłan

Archiwum Sanktuarium

Sanktuarium w Mzykach

Sanktuarium w Mzykach

Nie byłoby naszego małżeństwa bez kapłaństwa. Co prawda, to narzeczeni udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa przeobrażając się w męża i żonę, ale przecież warunkiem koniecznym zaistnienia tego sakramentu jest posługa kapłana. Parafia pw. NMP Wspomożycielki Wiernych na wrocławskim Księżu Małym zaprasza małżonków na pielgrzymkę do Sanktuarium św. Jana Marii Vianney'a w Mzykach (niedaleko Częstochowy), by pomodlić się za kapłanów udzielających im ślubu.

Ponieważ kapłan, to niejako ojciec małżeństwa, organizatorzy zaplanowali wyjazd do Mzyk w Dniu Ojca, 23 czerwca.
CZYTAJ DALEJ

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Jaki był Leon XIV, zanim został papieżem? Ks. Żelazny z PKWP opowiada o współpracy z bp. Robertem Prevostem

2026-09-13 18:31

Vatican Media

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspierała projekty obecnego Papieża jeszcze w czasie, gdy Robert Prevost był biskupem Chiclayo w Peru. „Mamy trochę doświadczenia w pracy z papieżem Leonem” – mówi Vatican News ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Jak dodaje, dziś ta współpraca jest kontynuowana w nowej formie.

Podziel się cytatem – wspomina ks. Żelazny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję