Reklama

Niedziela Łódzka

Tu widać wrażliwość

Niedziela łódzka 11/2018, str. III

[ TEMATY ]

młodzi

Piotr Drzewiecki

Abp Grzegorz Ryś

Abp Grzegorz Ryś

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Anna Skopińska: – Przed nami duże wydarzenie – „Arena Młodych” – 20 i 21 marca, rekolekcje dla gimnazjalistów i licealistów w łódzkiej Atlas Arenie. Pierwsze takie wielkopostne skupienie dla młodych w historii archidiecezji. Jako rodzice dzieci w tym wieku czekamy z nadzieją, zapewne także Ksiądz Arcybiskup ma nadzieje z tym związane. Jakie?

Abp Grzegorz Ryś: – Po pierwsze mam nadzieję na spotkanie z młodymi. A po drugie – z tymi młodymi, którym trudniej dojść do kościoła niż na halę sportową.

– Ta hala to taki magnes?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Nie chodzi o to, by młodzież wyprowadzać na halę, tylko o to, by znaleźć miejsce spotkania. Nie bez znaczenia chyba jest też to, że oni będą mogli zobaczyć się w pewnej liczbie. Dzisiaj młodemu człowiekowi wydaje się, że wiara jest jakimś przeżytkiem. I dobrze, gdy zobaczą, że nie są z tymi swoimi średniowiecznymi – w cudzysłowie – poglądami sami. I że to nie jest prawdą, że młodych wierzących jest mało. Poza tym rzeczywiście hala daje możliwości zastosowania rozmaitych środków przekazu, które zwykle w parafii są po prostu niedostępne. A to ważne, by nauczyć się mówić do młodych ich językiem, z zastosowaniem ich wrażliwości i ich poetyki.

– A dużo jest ludzi młodych szukających?

Reklama

– Z tego, co widać, dużo. Jestem pod mocnym wrażeniem ankiety na temat religijności, która została ogłoszona jeszcze przez arcybiskupa Marka i przez prof. Kaję Kazimierską wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Jej wyniki są dlatego cenne, że obraz młodych, jaki otrzymujemy, nie jest wcale jednokolorowy. Jest bardzo zróżnicowany. Z jednej strony mamy młodych, którzy zasadniczo chodzą do kościoła. Prawie 50 procent z nich przynajmniej raz na dwa tygodnie jest na Eucharystii, więc są to młodzi, którzy przychodzą do kościoła niemal regularnie. I nawet, jeśli mówią, że w kościele nic ciekawego dla nich się nie dzieje, to z jakiś powodów tam przychodzą. Przychodzą nierzadko sami, wcale nie wysyłani czy prowadzeni przez rodziców. Pytani o wartości, wskazują takie, które są bardzo bliskie chrześcijaństwu, ale – i tu warto się zatrzymać – definiują je jednak trochę inaczej niż chrześcijaństwo. W każdym razie wyraźnie widać, gdzie się można z nimi spotkać, mając na myśli nie arenę, ale miejsca duchowe. To rodzina, przyjaźń, relacje, których oni są ciekawi. Myślę, że jest wiele obszarów spotkania. Nasz kłopot polega na tym, że my tam nie wchodzimy i zostawiamy młodych samych na tych miejscach.

– To taki wiek, że się szuka. Ksiądz Arcybiskup też miał pewnie taki czas, gdy zastanawiał się nad wyborem swojej drogi...

– Myślę, że myśmy te 30 czy 40 lat temu w Polsce mieli dużo prościej. To, co jest właściwe dla młodego człowieka, czyli potrzeba pewnego zbuntowania się – było w czasach naszej młodości o wiele prostsze. Sensowność tego była o wiele bardziej oczywistsza. Bo to oznaczało tak naprawdę ustawić się w opozycji do świata, który był „czerwony”, totalitarny, zły, gwałcący podstawowe wolności itd. Dziś tych propozycji jest ogromnie wiele. To, co się zwykle podkreśla: to jest świat, w którym jest bardzo wiele możliwości i stosunkowo niewiele odpowiedzi dotyczących sensu. Bardzo wiele każdy może zrobić, bo ma do tego takie i inne możliwości techniczne, ale co ma zrobić? I jeszcze ważniejsze pytanie: dlaczego? Tych odpowiedzi jest bardzo niewiele. Albo czasami jest za wiele, ale z kolei takich, które nie idą w głąb. Bardzo doraźnych – na zasadzie tu i teraz. Młody człowiek za bardzo nie może i nie chce funkcjonować w taki sposób. W każdym razie – tak myślę – młodzi mają dziś trudniej, niż nasze pokolenie miało w ich wieku.

– W Łodzi jest zaplecze, które pomoże tym młodym?

Reklama

– Jest ogromne zaplecze. Sama grupa, która w zasadzie inicjuje „Arenę Młodych”, liczy prawie 30 osób. A za każdą z tych osób stoi całe środowisko, a nie oni sami. Więc tak. Tu na pewno jest z kim.

– Powiedział kiedyś Ksiądz Arcybiskup: „ważna jest dla mnie wiara przeżywana w małych wspólnotach”. Nie każdy ma szansę taką wspólnotę odnaleźć, odnaleźć to miejsce dla siebie, ale też we wspólnotach nie ma oferty dla każdego...

Reklama

– Po pierwsze: wiara musi być przeżywana w sposób głęboko osobisty. Nie może być sprowadzona do abstrakcyjnych pojęć. Bóg nie może być teologicznym czy filozoficznym abstraktem, miłość bliźniego nie może być abstrakcyjną teorią. A to oznacza dwie rzeczy: najpierw oznacza po stronie Kościoła pewien styl wprowadzania w wiarę. Można mówić do małej grupy a traktować ją jak masę. A można mówić do dużej grupy, właśnie takiej, jak ufam, że spotka się na Atlas Arenie, ale w sposób tak osobisty, że dotykający każdego. To wyzwanie, byśmy nauczyli się takiego przekazu, który próbuje dotrzeć do osoby w jej jednak jakiejś indywidualności. Każdy ma swoją własną historię życia, swoje decyzje, swoje trudności, swoje zwycięstwa, ma swoje klęski. Nie można mówić do masy. Jest taki moment w Ewangelii, kiedy wokół Jezusa siedzi tłum ludzi. I przychodzi Matka Boża i krewni Jezusowi. On wtedy wyciąga rękę nad ten tłum, w takim geście udzielania Ducha Świętego, i mówi: – to jest moja matka i moi bracia! To jest taki moment, w którym On ten tłum przekształca w rodzinę. I to jest kluczowy moment w ewangelizacji. Czy to można zrobić bez oferty przynajmniej małych grup, małych wspólnot? Myślę, że nie. Bo taki pomysł, takie założenie duszpasterskie, musi się przełożyć na jakiś konkret. Nie chodzi o to, że każdy człowiek musi być w małej wspólnocie, ale że każdy powinien mieć taki adres ze strony Kościoła, by mógł się czuć traktowany osobiście. I odnaleziony.

– Dziś Łódź to miasto akademickie, niegdyś było to miasto kobiet. To stąd, z tych okolic, są nasze niebeatyfikowane święte: Wanda Malczewska i Stanisława Leszczyńska. Mamy szansę doczekać, by były błogosławione?

– Ależ na pewno. Tylko najważniejszy jest tak naprawdę kult. Oddolny, lokalny kult. To nie jest tak, że beatyfikacja czy kanonizacja ma dopiero inicjować kult. Nie ma kultu, nie będzie jego uznania. I w tym jest pewne napięcie, bo to nie ma być kult oficjalny, tylko oddolny, który pokazuje, że ta osoba jest w danej społeczności wierzących, w lokalnym Kościele, rozpoznawalna. Że ludzie przychodzą na grób, modlą się, traktują tę osobę jako swoją pośredniczkę przed Bogiem. Bez tego nic się nie uda. To znaczy, że można odbyć wszystkie procedury przewidziane kościelnym prawem a nic nie będzie...

– A gdy krypta jest zamknięta?

– To już ma Pani odpowiedź.

– Jest taki piękny wiersz ks. Jana Twardowskiego o jego kapłaństwie, którego „boję się, lękam, przed którym w proch padam, klękam...”. A czym dla Księdza Arcybiskupa jest kapłaństwo? W tym roku 30. rocznica święceń Księdza Arcybiskupa. Czy z perspektywy czasu kapłaństwo to coś innego niż Ksiądz Arcybiskup myślał na początku tej drogi?

Reklama

– Na każdym etapie życia kapłaństwo było jednak trochę czymś innym. Jest kapłaństwo neoprezbitera, który się rzuca do roboty, jeszcze w takim czasie szczególnym – 1988 rok, potem 1989 i pierwsze wolne wybory w Polsce. Myślę, że to było kapłaństwo na fali zaangażowania społecznego, bo takie wtedy musiało być. A potem na zasadzie pewnej skrajności – prawie że wycofania z życia publicznego, bo zostałem posłany na dalsze studia. Potem praca naukowa, gdzie właściwie duszpasterstwa miałem w życiu tyle, ile mogłem sam sobie znaleźć czy wybrać. I tu właśnie pojawia się ten motyw chrześcijaństwa przeżywanego w małej, bardzo konkretnej, wspólnocie. Właśnie dlatego, że nie miałem parafii, nie miałem swojej wielkiej ambony, ołtarza w parafii. A potem ni stąd ni zowąd, po takim długim przecież życiu uczelnianym, archiwalnym, naraz rektor seminarium. Zupełnie inny model życia. Potem biskup. I znów, jeszcze inaczej...

– Ksiądz Arcybiskup tęskni za byciem takim normalnym księdzem?

– Ciągle gdzieś byłem normalnym księdzem i myślę, że nim jestem w obu wymiarach – normalności i kapłaństwa (śmiech).

– Ale mógł sobie Ksiądz Arcybiskup wyjść spokojnie na ulicę. Teraz Metropolicie Łódzkiemu może trudniej niezauważonym...

– Teraz też mogę wyjść, nie jestem jeszcze aż tak rozpoznawalny (śmiech). Nie chodzi o to, by udawać kogoś innego, natomiast na pewno chodzi o jakąś odpowiedzialność. Ale ten obszar prywatności księdza jest dość niewielki, tak bym powiedział. I dlatego może czasem owocuje efektami niekoniecznie pożądanymi. Księża walczą o swoją prywatność tak, że potrafią się zamknąć na plebanii, jak w twierdzy, i tyle. Natomiast dla mnie w prywatności najważniejszy był obszar, który kiedyś nawet opisałem w artykule „Prywatna wiara księdza”: żeby się nie dać zredukować do roli społecznej, do zawodu. Bo kluczowe jest to, na ile ja przeżywam właśnie w swojej prywatności, rzeczywistą relację z Bogiem. Ze słowem Bożym.

– Może to powinna być obowiązkowa lektura dla przyszłych księży, by pamiętali? ...

Reklama

– Takich, i daleko lepszych tekstów innych Autorów, jest wiele. Ten, o którym mówię został kiedyś przeze mnie opublikowany w „Znaku”. Potem był on wielokrotnie wznawiany i był jednym z tych moich „znakowskich” tekstów najczęściej cytowanych. To są takie rzeczy, które my zakładamy jako oczywiste, a one nigdy oczywiste nie są. Ponieważ księdza bardzo determinuje misja. W związku z tym na przykład księża na półkach najwięcej mają książek z zakresu życia rodzinnego i małżeńskiego...

– By się dokształcić? ...

– Muszą przepowiadać o rodzinie i małżeństwie. Natomiast to nie jest ich osobiste wyzwanie. Gdyby popatrzeć na to, ile mają książek z duchowości kapłańskiej, to pewnie byłoby ich znacznie mniej. To jest takie dość niebezpieczne nachylenie. Bardzo zdeterminowane zawodowo, a nie osobiście.

– Ksiądz Arcybiskup wychodzi do ludzi bezdomnych. Akurat za nami czas zimy, gdy ci ludzie potrzebują pomocy. Jak spogląda Ksiądz Arcybiskup na Łódź, na tą biedę tutaj, to można to porównać do Krakowa?

Reklama

– W Krakowie jest dużo ludzi bezdomnych, z całej Polski, bo Kraków ma opinię miasta, nie wiem czy przyjaznego dla bezdomnych, ale takiego, które oferuje im wiele możliwości. To jest też taki świat, który się bardzo łatwo wewnątrz komunikuje. Tego, jaki bezdomni mają między sobą przekaz informacyjny, myślę, że niektóre media mogłyby się uczyć. W Łodzi trochę już podglądam, trochę rozmawiam, trochę widzę. Tu również biedy nie brakuje. Myślę, że są zdiagnozowane jej powody: skąd się wzięła. Na szczęście jest kilka przynajmniej środowisk, które się poważnie z nią mocują. Myślę, że Caritas wykonuje tu dużą robotę. Jestem pracą łódzkiej Caritas bardzo zbudowany. Zresztą nie tylko Caritas, ale też tym, co robi Centrum Służby Rodzinie, siostry Antonianki, które prowadzą Dom Samotnej Matki, siostry Służebniczki, które oferują pomoc niepełnosprawnym psychicznie. Oczywiście także siostry „kalkutki” i bracia bonifratrzy, czy w wymiarze miasta Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Jest dużo tych działań, choć przecież jest też jeszcze ogromna przestrzeń do zagospodarowania. Cieszy mnie też wieloraka współpraca z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Myślę, że tu, w Łodzi, jest wrażliwość na drugiego człowieka.

– Jest Ksiądz Arcybiskup dumny z tej wrażliwości?

– Nie wiem, czy chodzi o dumę, ale jest to na pewno bardzo radosne, że taka wrażliwość jest. Kościół ma trzy nogi i one muszą być w miarę równe, jeśli jako wspólnota ludzi, ale i organizacja ma stać, a nie kiwać się na boki. Jedną nogą jest przepowiadanie, drugą – sprawowanie sakramentów, a trzecią jest caritas. Nie można caritas traktować opcjonalnie. To znaczy, że jak nam zostanie jeszcze trochę czasu, gdy już dopełnimy wszystkie wymogi kultu, i gdy wygłosimy Słowo na każdy temat, to w końcu zajmiemy się miłosierdziem. To wtedy jest zupełnie obok Ewangelii. Dlatego bardzo cieszy, że tak dalece ta wrażliwość tu się zakorzeniła. Trzeba tylko pomyśleć, co należy zrobić, by ją jeszcze wzmocnić i pomnożyć.

2018-03-14 11:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jaka jest wiara młodych? (cz. 1)

Niedziela łódzka 19/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

młodzi

wiara

Piotr Drzewiecki

W „Marszu dla Jezusa” młodzi dają świadectwo swojej wiary

W „Marszu dla Jezusa” młodzi dają świadectwo swojej wiary

Ojciec Święty Jan Paweł II na spotkaniach z młodzieżą mówił: „Jesteście moją nadzieją, jesteście nadzieją Kościoła”. Zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest wychowanie młodych ludzi dla przyszłości rodzin, Kościoła i społeczeństwa. Warto więc postawić pytanie: jaka jest wiara młodych ludzi? Jakie są motywy ich wiary? Na te pytania odpowiada sama młodzież w przeprowadzonej przez ks. Przemysława Górę ankiecie „Dlaczego wierzę w Boga?”. A oto wyniki ankiety. W odczuciu młodzieży wiary nie można sprowadzić jedynie do obrzędów, doktryny. „Wiarę traktuję nie jako uciążliwy obowiązek, ale jako przyjaźń zawartą z Bogiem, na którego mogę liczyć w każdej sytuacji (...) Wiara wyznacza mi ostateczny cel w życiu i sposób na jego osiągnięcie. Wiara jest nieodłącznie związana z Bogiem, który nigdy nie zostawia człowieka samego” (Piotr, kl. I)

Młodzi dostrzegają, że w dzisiejszym świecie, w otaczającej ich kulturze istnieje opór, pewna mentalność, która sprzeciwia się wierze. Ten opór staje się widoczny zwłaszcza gdy zderza się z publicznym wyznawaniem wiary: „Żyjemy w świecie, który na każdym kroku neguje obecność Boga. Ludzie, którzy przyznają się do wiary, często są wyśmiewani i odtrącani. Trudno otwarcie wyznawać swoje przekonania religijne, bez narażania się na krytykę ze strony rosnącego grona ateistów. Społeczeństwo staje się coraz bardziej antykatolickie, o czym może świadczyć niedawna batalia o krzyże. Mimo tak wielu przeciwności, wiara w Chrystusa u wielu ludzi nie słabnie i pozostaje niezmienna” (Jędrzej, kl. II). „Wiara w obecnych czasach stała się dla ludzi czymś zbędnym. Wiele osób deklaruje się jako osoby niewierzące, lub przystępuje do sekt, wiele osób przestaje praktykować... Wielu nie prowadzi dialogu z Bogiem przez modlitwę” (Anna, kl. II). Niektóre osoby dostrzegają, że życie bez wiary rodzi smutek i beznadzieję: „Codziennie spotykam wielu ludzi. Większość z nich ma problemy egzystencjalne. Coś w rodzaju depresji, tylko na większą skalę (...) Także mnie dopada czasem przygnębienie (...) Dopiero kiedy pojednam się z Bogiem, powraca radość życia (Agata, kl. III). „Otaczający nas świat kusi nas rzeczami, które odwodzą od religii. Szczególnie nam trudno jest wyrzec się niektórych z nich, wytrwać w wierze. Powinniśmy walczyć, bo walka toczy się o nasze dusze” (Magda, kl. II).
CZYTAJ DALEJ

"Poprzez tę drogę Jezus chce coś konkretnego przekazać"

2026-09-03 20:01

ks. Łukasz Romańczuk

2. Hufiec Wrocławski

2. Hufiec Wrocławski

Dziś przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny we Wrocławiu-Ołtaszynie inaugurację nowego roku formacyjno-duszpasterskiego miał II Hufiec Wrocławski Skautów Europy.

Pierwszym punktem inauguracji była ceremonia „wejścia na Drogę”, która stanowi kolejny etap formacji. W jej ramach odbyły się kolejno: przejście harcerek do kręgu, mianowanie drużynowych, przysięgi wierności zastępowych, mianowanie nowych zastępowych, przysięgi wierności w zastępach, przejście wilczków do drużyny oraz przysięgi wierności przybocznych.
CZYTAJ DALEJ

Co zrobi kardynał fałszywie oskarżony o napaść seksualną ze 100 tys. dolarów odszkodowania?

2026-09-04 11:40

[ TEMATY ]

kardynał

odszkodowanie

fałszywie oskarżony

napaść seksualna

100 tys. dolarów

Adobe Stock

Fałszywie oskarżony kardynał otrzymał 100 tys. dolarów kanadyjskich odszkodowania

Fałszywie oskarżony kardynał otrzymał 100 tys. dolarów kanadyjskich odszkodowania

Kard. Marc Ouellet, który wygrał przed Sądem Najwyższym Quebecu proces o zniesławienie zapowiedział, że przyznane mu 100 tys. dolarów kanadyjskich odszkodowania przekaże organizacjom walczącym z nadużyciami seksualnymi wobec rdzennych mieszkańców Kanady.

W oświadczeniu były arcybiskup Quebecu napisał, że sąd cywilny uznał zarzuty wysuwane przeciwko niemu za fałszywe, a wypowiedzi Pameli Groleau za oszczercze i zniesławiające.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję