Frank Herbert napisał kiedyś, że „nadzieja przesłania jasność widzenia”. W ich przypadku tak właśnie było. Wchodzący w dorosłość Polacy jeszcze latem 1939 śmiali się z dowcipów o Hitlerze, powtarzali powiedzonko „kłamie jak komunikat wojenny”, po czym z właściwym młodości entuzjazmem wykrzykiwali hasła propagandowe: „Swego nie damy! Napastnika zwyciężymy!”. Mówiono, że nawet sam gen. Rydz-Śmigły ostatnią noc sierpnia spędził grając z przyjaciółmi w karty
Wbrew rozsądkowi i temu, co każdego dnia działo się wokoło, młodzi pragnęli wierzyć, że wojna nie wedrze się do ich świata, że mają przed sobą przyszłość, że tak jak tego pragnęli wychowujący pierwsze pokolenie porozbiorowej Polski rodzice, to właśnie oni, urodzeni jako wolni, odbudują potęgę Ojczyzny. Żyli więc, śmiejąc się z niebezpieczeństwa, z sercami przepełnionymi nadzieją.
„Przysunęła się bliżej i oparła głowę na piersi ukochanego. Trwali tak w milczeniu wpatrzeni w usiany gwiazdami nieboskłon. Choć przychodziło im to z coraz większym trudem, chcieli wierzyć, że tak już będzie zawsze, że to, co złe, nie nadejdzie, nie odnajdzie ich, ominie”*.
Potem był wrzesień. Pierwszy... Siedemnasty... Dwudziesty ósmy, gdy skapitulowała stolica.
Mieszkańcy Kresów Rzeczypospolitej znaleźli się w strefie wpływów Moskwy, w niepojętym świecie komunistycznej nędzy materialnej i moralnej. „Nikt tam nie jest bezpieczny, nikt nie może zadbać o własny los, za to absolutnie każdy jest wszechmocny, gdy idzie o dolę innego”.
Dla Polaków przyszykowano szczególne przeznaczenie. Już w grudniu 1939 podjęta została decyzja o deportacji ludności polskiej z Kresów. Planowano wywieźć setki tysięcy ludzi, a przygotowania zajęły zaledwie dwa miesiące. Pierwsza z czterech wywózek, najgorsza, bo niespodziewana zaczęła się nad ranem 10 lutego 1940 r.
Reklama
„Zamarła z ręką na zasuwie. Sowieci. Grabieże zaczęły się już późną jesienią. Czerwonoarmiści wpadali do dworów, brali, co chcieli, niszcząc, a niekiedy i paląc całą resztę. Babka surowo upominała wnuczki, żeby pod żadnym pozorem nie otwierać nikomu nocą drzwi. Pojęła nagle, że aż do tej właśnie chwili nieświadomie liczyła, że wojna ominie skryty wśród lasów, odcięty od świata dworek, że całe szalejące w tych dniach zło przeoczy ich obecność. Teraz zrozumiała, jak bardzo się łudziła, jak była naiwna, sądząc, że w ogóle gdziekolwiek można się schronić przed zarazą nienawiści”.
Przychodzili nad ranem. Dawali kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut na pożegnanie się z dotychczasowym życiem i przygotowanie na podróż w nieznane.
„Łukowskich wraz z setkami innych osób, wśród których matka rozpoznała członków wielu okolicznych polskich rodzin, popędzono do oczekujących na stacji pociągów towarowych. Byli tam głównie ci, których ojcowie zajmowali stanowiska urzędnicze różnych szczebli, pracowali w policji, służbie leśnej czy na kolei. Tłoczący się na peronie ludzie zaczęli modlić się i śpiewać pieśni kościelne. Wówczas jeden z komendantów wystrzelił w niebo. Huk przeciął powietrze i zapanowała cisza.
– Boga nie ma! – wrzasnął rozwścieczony komendant. – Waszym jedynym opiekunem, ojcem i wybawcą jest Józef Stalin”.
Przerażonym ludziom, z których większość stanowiły kobiety, dzieci i starcy, nie pozostawiono złudzeń.
„W Związku Sowieckim nie ma lepszych. U nas nie ma panów, nie ma i pańskiej śmierci. Na śmierć jak na wszystko inne trzeba sobie zapracować. Pojedziecie, popracujecie i przywykniecie, a jak nie przywykniecie, to sami zdechniecie i ani sznur, ani kula potrzebne nie będą”.
Tak rozpoczęła się tułaczka. Trwająca tygodniami podróż pociągiem w nieludzkich warunkach zabrała wiele istnień. Wreszcie opuścili zamknięte dotąd wagony. Z żywymi z wnętrz wysypały się setki trupów.
Reklama
„Niedługo po tym, jak zostawili za sobą ostatnie siedziby ludzkie, skończyła się droga ubita wśród śniegu i ciężarówki nie mogły jechać dalej. Przesadzono ich więc na sanie. Gdy przebyli skutą lodem rzekę, las wokół nich zgęstniał i niemal nie przepuszczał światła. Odcięci od bladych, niosących ciepło promieni ludzie marzli jeszcze bardziej. Nocą zerwała się śnieżyca. Z nieba sypały się lodowe kule”.
Polacy znaleźli się na nieludzkiej ziemi, u wrót piekieł, gdzie czekała na nich katorżnicza praca, odbierający zmysły głód, zimno, choroby, samotność. Ludzie padali jak muchy. Wkrótce ci, którzy przeżyli, zaczęli zazdrościć umarłym.
30 lipca 1941 roku podpisano układ Sikorski-Majski i ogłoszono „amnestię” dla zesłanych Polaków.
„My nie popełniliśmy żadnego przestępstwa i nie dostaliśmy żadnej kary! Zostaliśmy wywiezieni bez podania winy, bez paragrafu, bez wyroku. Oto zatem mamy nowy wymysł batiuszki Stalina – amnestię dla niewinnych”.
W młodych wstąpiła jednak nowa nadzieja. Uwierzyli w gen. Andersa i w to, że dla ich Ojczyzny jest jeszcze przyszłość. Chłopcy wstępowali do oddziałów junaków, dziewczęta w szeregi PESTEK, czyli formacji Pomocniczej Służby Kobiet. Znów mogli walczyć, znów było jakieś jutro. Nadzieja przesłoniła bolesną rzeczywistość.
„Ich gromki śmiech odbijał się od ciemnych desek wagonu, iskrzył, dodawał sił. (...) patrzyła na siostrę, która zarumieniona pod wpływem męskich spojrzeń rzucanych w jej stronę wyglądała niemal ładnie. (...) Choć miała opuchniętą twarz pokrytą strupami, a po posklejanych włosach pełzały wszy, nadal była tym samym podlotkiem pragnącym uczuć, poszukującym flirtu i zabawy”.
Reklama
Za Armią Andersa ciągnęły tysiące bezbronnych cywilów, kobiet, młodzieży i dzieci marzących tylko o tym, by wydostać się z Syberii. Gen. Anders nakazał swoim żołnierzom, by robili co w ich mocy, żeby im dopomóc. Po morderczej wędrówce i niebezpiecznej przeprawie przez Morze Kaspijskie wycieńczeni Polacy dotarli do Bandare Pahlawi, niewielkiego portu w Iranie.
„Życie w Pahlawi dla udręczonych Polaków było dotknięciem raju. Nie zauważali niedogodności, trwając w nieustannym zachwycie nad ciepłem promieni irańskiego słońca, dostępem do wody i jedzenia, nad tym, że mogą się umyć i zmienić ubranie. Te proste, przed laty tak oczywiste rzeczy sprawiały, że każdy z nich czuł, jakby doświadczał najprawdziwszego cudu. Jednak Elżbietę najbardziej zadziwiali sami Irańczycy. Nie mogła zrozumieć, skąd biorą się w nich tak wielkie pokłady życzliwości i gościnności wobec ludzi, którzy do ich kraju przynieśli tylko nędzę i choroby. (...) była tak wzruszona człowieczeństwem tych prostych ludzi, że odczuwała niemal fizyczny ból. (...) W ich zachowaniu było coś więcej niż tylko troska o sprawy materialne, zdrowie czy samopoczucie ewakuowanych Polaków, i to właśnie zwróciło uwagę dziewczyny. Oni byli obecni. Nie rozumieli polskiego, najczęściej nie znali też francuskiego ani angielskiego, umieli mówić tylko po persku. Mimo to, gdy przynieśli kilka jabłek, miskę żółtawego ryżu czy garść świeżych daktyli, siadali pomiędzy wyniszczonymi Polakami, uśmiechali się serdecznie, kiwali głowami i opowiadali coś swym śpiewnym językiem, w pełni świadomi, że nie zostaną zrozumiani. Ta ich gotowość do współprzeżywania przełamywała nieufność zesłańców”.
Z Persji młodzi Polacy mieli wyruszyć w dalszą drogę w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.
*Cytaty pochodzą z pierwszego tomu trylogii o tułaczych losach Polek, pt. „Owoc granatu. Dziewczęta wygnane”, Maria Paszyńska (Wydawnictwo Książnica).
W czwartek 11 października br. rozpoczął się Rok Wiary. Nie jest to pierwszy tematyczny rok w ostatnich latach. Wystarczy wspomnieć Rok św. Pawła, Rok Kapłaństwa, Eucharystii, Różańca czy Wielki Jubileusz Dwutysiąclecia Chrześcijaństwa poprzedzony trzema latami poświęconymi poszczególnym Osobom Trójcy Świętej. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że pontyfikaty Jana Pawła II i Benedykta XVI są w szczególny sposób ukierunkowane na poprawną interpretację postanowień Soboru Watykańskiego II i wcielanie ich w życie - zgodnie z pragnieniem Ducha Świętego. W ten sposób tych dwóch następców św. Piotra i namiestników Chrystusa na ziemi kontynuuje dzieło swoich poprzedników, aby świadomość Kościoła i jego tradycja rozwijały się w sposób integralny, mimo różnych zawirowań i nieprawidłowości doktrynalnych czy duszpasterskich, które pojawiły się w ostatnich dziesięcioleciach w Kościele i na jego obrzeżach.
Zmęczenie, zniechęcenie, egoizm, nieuporządkowane pragnienia mają ścisły związek z naszą wiarą, z wewnętrznym przekonaniem, z wizją naszego życia na ziemi i w wieczności. Dekalog - zwerbalizowane przez Boga prawo naturalne - obowiązuje wszystkich ludzi, porządkuje i obiektywizuje myślenie, daje wizję mądrości i wiedzy każdemu człowiekowi niezależnie od wiary i religii. Dlatego wszyscy ludzie mają obowiązek kierować się sumieniem, a czytając Ewangelię, mogą się dowiedzieć, co o realizowaniu życia mówił Jezus. Świat jest dziełem Boga i ilekroć o tym zapomina, redukuje swoją godność, zaciemnia tożsamość. Bóg i dzisiaj podtrzymuje świat w istnieniu, otwiera nieoczekiwane perspektywy, ujawnia tajemnice natury, czeka na nawrócenie, stwarza ku temu okazje. Niestety, obserwujemy dziś nadprodukcję fałszywych ideologii i fałszywych ideałów. Wyrazem ich jest legalizacja zjawisk i zachowań najbardziej nieludzkich, takich jak aborcja czy eutanazja, skandale seksualne czy molestowanie dzieci, poniżające rozrywki, morderstwa i inne. Prawdziwie niepokojące jest to, że ludzie przestają mieć szacunek do samych siebie. Godność i honor tracą konkretne osoby, a z nimi tracą go uniwersytety, partie i ugrupowania kulturalne.
Zsekularyzowany liberalizm awansował dziś do rangi światowej religii, której często uczy się w szkołach, oczywiście, pod innymi szyldami. W Polsce nie brakuje zdumiewających przykładów lansowanego relatywizmu moralnego, kulturowego czy prawnego. Okazji do refleksji dostarcza nam codzienne życie. Kościół pada ofiarą nieprzyjemnego kłamstwa, które ma charakter iluzji. Od kilku lat imputuje się Kościołowi, że jest leniwy, że się nie stara, nie zabiega o wiernych, że jest go za mało na dole, wśród ludzi, że jest pozbawiony wyobraźni. Tymczasem Kościół pracuje najwięcej ze wszystkich instytucji społecznych, jakie w Polsce istnieją, jest wszędzie: w edukacji, medycynie, filantropii, blisko państwa, blisko potrzebujących, biednych itd. Kościół jest najbardziej urozmaiconą organizacją, prowadzi kilka tysięcy wielkich projektów, które są zakorzenione w skrajnie różnych dziedzinach. Co chwilę słychać, że w Kościele coś wymyślono i że poparło to mnóstwo ludzi. Demokracja jest wielką wartością, ale bez moralności staje się harcowiskiem prowadzącym do totalitaryzmu. Dlatego nie brak dziś głosów poważnych myślicieli, którzy twierdzą, że przeżyła się również sama demokracja (Paul Ricoeur, Marcel Gauchet). Rozsądek woła o uzupełnienie jej doświadczeniami narodów, o respektowanie praw natury i stanowienie praw zgodnych z prawem Bożym.
Pan Jezus mówił o Bogu Ojcu, otworzył drogę zbawienia, ale też ujawnił podstępy szatana. Założone przez Chrystusa „chrześcijaństwo nie jest czystą nauką ani teorią na temat tego, co było i co będzie z duszą człowieka, ale jest świadectwem rzeczywistego wydarzenia, mającego wpływ na całe życie człowieka” (L. Wittgenstein). Chrystus jest Bogiem, którego chrześcijanin przez wiarę spotkał i swoje życie stara się dostosować do Niego.
Rok Wiary ma być czasem intensywnego „treningu”, aby życie nasze przeżywać po chrześcijańsku, głębiej wnikać w jego tajemnice, by coś lepszego dokonało się w naszym życiu, aby coś się zmieniło, rozświetliło, uświadomiło. Diabeł kusi, chce pozyskać dla siebie. Chce osłabić naszą wiarę, oddzielić od Boga i Kościoła. Reszta pójdzie łatwo. Każdy szczegół będzie tu ważny, będzie jednoczył lub oddzielał od Jezusa.
Mojżesz zwracał uwagę na rolę wdzięczności wobec Boga. Kto umie dziękować Bogu, ten uznaje Go dawcą dóbr duchowych i materialnych. A ponieważ wie, od kogo je otrzymał, tym większe na przyszłość uzyska. A św. Paweł przypomina, że chrześcijaństwo ukryte, anonimowe, to chrześcijaństwo chore. Bez głoszenia wiary, przypominania prawdy nie da się wypełnić poleceń Jezusa: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9).
Rok Wiary ma być czasem wiary czynnej, wzrastającej przez czyny. Bł. Jan Paweł II w dokumencie „Na początku nowego tysiąclecia” przypomniał, że katolicy powinni wypływać na głębię wiary, sięgać po świętość, bo jedynie ona „okazała się rzeczywistością, która lepiej niż cokolwiek innego wyraża tajemnicę Kościoła” (nr 7). Chrześcijaństwa nie da się zamknąć tylko do tradycji, kultury czy przeżycia estetycznego. Ono prowadzi do zjednoczenia z Bogiem, otwiera perspektywę transcendencji, nieskończoności, zbawienia, które zaczynamy realizować już tu, na ziemi. Skuteczne działania chrześcijan mają początek w kontemplacji Chrystusa. Powinniśmy umieć Go dostrzec przede wszystkim w twarzach tych, z którymi On się utożsamiał: z potrzebującymi pomocy, cierpiącymi i biednymi. Rozpoczęty Rok Wiary zainicjuje z pewnością sporo wydarzeń, które rozpalą wiele grup katolickich. Zdarzy się dużo dobrego. Nie będzie cicho i pusto. W tego rodzaju historiach aktywności jest dużo i dużo jest też korzystnych konsekwencji. W polskim Kościele ludzie wymiernie robią coś razem, wymiernie się komunikują. Wielu jest animatorów, którzy spędzają całe dnie, oddając się różnym kościelnym działaniom. Rok Wiary z pewnością pobudzi do realizowania dodatkowych zadań.
Warto zaznaczyć, że w dziejach społeczeństw, narodów, wspólnot i grup ludzkich zdarzają się lata szczególne i wyjątkowe pod wieloma wzglądami. Zapadają one głęboko w pamięć kolejnych pokoleń, znajdują odzwierciedlenie w podręcznikach historii czy literatury. Wspomnieć można rok 1812, który Adam Mickiewicz uwiecznił w „Panu Tadeuszu”: „O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!/Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju,/A żołnierz rokiem wojny; dotąd lubią starzy/O obie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy./Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem/I poprzedzony głuchą wieścią między ludem...”. Przywołując słowa wieszcza, zauważyć należy, że ludzie zostali tak stworzeni, że potrzebują odwołań do znaczących wydarzeń z przeszłości. Dają im one nie tylko poczucie ciągłości historii, ale pozwalają także określić własne miejsce w dziejach świata. Sytuują człowieka w czasie i dają mu poczucie sensownego nim gospodarowania. Dlatego szczególny okres Roku Wiary. „Rok Wiary jest zachętą do autentycznego i nowego nawrócenia się do Pana, jedynego Zbawiciela świata” - napisał Ojciec Święty i dodał: „Pragniemy, aby ten Rok rozbudził w każdym wierzącym aspirację do wyznawania wiary w pełni i z odnowionym przekonaniem, z ufnością i nadzieją. Będzie to też dobra okazja, by z większym zaangażowaniem celebrować wiarę w liturgii, a zwłaszcza w Eucharystii, która jest «szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc». Jednocześnie pragniemy, żeby świadectwo życia ludzi wierzących było coraz bardziej wiarygodne. Zwłaszcza w tym Roku każdy wierzący powinien na nowo odkryć treść wiary, którą wyznaje, celebruje, przeżywa i przemadla, i zastanowić się nad samym aktem wiary”.
W Gdańsku zakończył się festiwal „Prosta droga do Boga”, a jego centralnym punktem była uroczysta Msza Święta, której przewodniczył kardynał Robert Sarah – jeden z najbardziej znanych i cenionych hierarchów Kościoła katolickiego na świecie. W wygłoszonej homilii połączył teologiczną głębię Apokalipsy z pamięcią o bohaterstwie księdza Ignacego Skorupki. Stawiał także trudne pytania o naszą dzisiejszą wolność, wiarę i postęp techniczny próbujący wyprzeć ze świata sacrum.
Kardynał Robert Sarah pochodzi z Gwinei i jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego Kościoła. W wieku 34 lat został mianowany arcybiskupem Konakry przez papieża Jana Pawła II, stając się jednym z najmłodszych biskupów na świecie. Przez lata swojej posługi zasłynął jako odważny świadek wiary w czasach prześladowań oraz jako głęboki teolog.
Do promowania kultury miłosierdzia jako antidotum na siłę i przemoc, do okazywania dobra zamiast ucieczki przed rzeczywistością oraz do otwarcia się na wszystkich bez wyjątku wezwał Leon XIV w przemówieniu do uczestników 47. „Meetingu Przyjaźni Między Narodami”, który odbywa się w Rimini. Apelował, by kochać Kościół. Papież przybył tam 44 lata po wizycie Jana Pawła II.
Papież przywołał słowa Jana Pawła II z 1982 roku, który mówił, że sama nazwa wydarzenia: „Spotkanie Przyjaźni Między Narodami” raduje serce.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.