Reklama

Historia

Nieśmiertelna reduta

Reduta nr 54 stała się swego rodzaju miniaturą Polski. Była mała, samotna, skazana na zagładę. Ale wolna i właśnie dlatego moralnie silniejsza od imperium.

2026-09-01 14:53

Niedziela Ogólnopolska 36/2026, str. 54-55

[ TEMATY ]

Adam Mickiewicz

nieśmiertelna

reduta

Ordon

Adobe Stock

Georg Benedikt Wunder, Szturm Warszawy 7 września 1831 r./polona.pl

Georg Benedikt Wunder, Szturm Warszawy 7 września 1831 r./polona.pl

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nam strzelać nie kazano. Wstąpiłem na działo/ I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało” – te słowa jak pacierz znało kilka pokoleń Polaków, a dla wielu właśnie od nich zaczynała się opowieść o powstaniu listopadowym. Nie od szturmu podchorążych na Belweder, Olszynki Grochowskiej czy Ostrołęki, lecz od niewielkiego ziemnego szańca na przedpolach Warszawy, którego obrona we wrześniu 1831 r. trwała krótko i zakończyła się klęską. Za sprawą geniuszu Adama Mickiewicza klęska została przemieniona w moralne zwycięstwo, reduta stała się symbolem Polski, a młody podporucznik artylerii Julian Konstanty Ordon – jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów naszej narodowej wyobraźni.

Między prawdą historyczną a wizją Mickiewicza istnieją zasadnicze różnice, ale nie oznacza to, że poeta historię „zafałszował”. Wieszcz stworzył coś, co w czasach niewoli było Polakom równie potrzebne jak wierna kronika wydarzeń – wielki narodowy mit oporu przeciw obcej przemocy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Obrońcy szańców

Reklama

Z końcem lata 1831 r. powstanie listopadowe dogorywało, a wojska rosyjskie stanęły pod Warszawą. Feldmarszałek Iwan Paskiewicz wydał rozkazy, aby niepokorną stolicę dumnej Polski wziąć w kleszcze i szturmować także od strony zachodniej. Warszawy bronił system ziemnych fortyfikacji, z których największym był tzw. szaniec wolski nr 56 z Kościołem św. Wawrzyńca, a którego obrona na zawsze związała się z nazwiskiem gen. Józefa Sowińskiego. Półtora kilometra obok znajdowała się broniona przez 300 żołnierzy polskich reduta nr 54, osłaniająca od południa główną pozycję wolską. I to właśnie ona miała wejść do narodowej legendy. Bladym świtem 6 września 1831 r. Moskale rozpoczęli prawie 2-godzinny ostrzał artyleryjski, po którym do szturmu ruszyła kilkutysięczna piechota. Polacy krwawo odpierali ataki, ale wobec przewagi przeciwnika los reduty był przesądzony. Moskale wtargnęli do środka. Wtedy nagle rozległ się przeraźliwy huk, słyszany w odległości kilku kilometrów, a nad redutą wzniósł się gigantyczny obłok dymu. Od eksplozji magazynu amunicji śmierć ponieśli „i ci, co bronili, i ci, co się wdarli”. W bitewnym chaosie niemal natychmiast zaczęła się rodzić legenda, której bohaterem został 20-letni oficer Julian Konstanty Ordon. Według przekazywanych z ust do ust relacji, to właśnie on, jako dowódca fortecznej artylerii, miał dokonać detonacji materiałów wybuchowych, aby w ten sposób, poświęcając własne życie, uśmiercić napastników i uniemożliwić im zdobycie cennych zapasów amunicji. Taką opowieść przekazał po upadku insurekcji świadek walk – poeta Stefan Garczyński, a słuchający w Paryżu jego relacji Adam Mickiewicz napisał kilka miesięcy później jeden z najważniejszych swych utworów Reduta Ordona. Opowiadanie adiutanta.

Życie po życiu

Reklama

Wbrew utrwalonemu przez Mickiewicza obrazowi Ordon nie był dowódcą reduty nr 54, bo funkcję tę pełnił mjr Ignacy Dobrzelewski i – co najważniejsze – nie zginął 6 września 1831 r. Przeżył eksplozję, której sprawcą według części badaczy mógł być kpt. Feliks Nowosielski, który notabene również szczęśliwie ocalił swe życie. Jest jednak coś niezwykle symbolicznego w dalszych losach Ordona. Po upadku powstania znalazł się na emigracji i przez ponad pół wieku żył niejako w cieniu własnej literackiej śmierci. Mieszkał w Dreźnie, Szkocji, Anglii i we Francji, ale nie zamierzał pogodzić się z losem emigranta oczekującego biernie na zmianę politycznej sytuacji. Gdy w 1848 r. Europę ogarnęła Wiosna Ludów, pojechał do Włoch, chcąc bić się „za wolność waszą i naszą”. Związał swoje losy z ruchem Giuseppe Garibaldiego. Znał wiersz Mickiewicza, bo znała go na pamięć cała polska emigracja. Co więcej, w 1855 r. obaj panowie spotkali się, gdy wieszcz zaangażował się w tworzenie legionów polskich do walki z Rosją w wojnie krymskiej i w drodze do Konstantynopola odwiedził obóz kozaków otomańskich w Burgas. O czym rozmawiali – nie wiemy. Szkoda, bo mógłby to być jeden z najciekawszych dialogów polskiego romantyzmu. Los dopisał do legendy Ordona gorzki epilog. Nie mogąc pogodzić się z faktem utraty przez Polskę wolności i nie widząc perspektyw na jej odzyskanie, prawie pół wieku po swej literackiej śmierci, 4 maja 1887 r. we Florencji popełnił samobójstwo. Imperium carów nie pozwoliło mu wrócić do rodzinnego miasta nawet po śmierci. Staraniem przyjaciół jego prochy złożono na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Silniejsi od klęski

Mickiewiczowski poemat nie był reportażem wojennym, był jednym z najpotężniejszych polskich tekstów o walce o wolność i jednym z elementów kształtujących na blisko dwa stulecia polski kod kulturowy. Reduta Ordona stała się swego rodzaju miniaturą Polski. Była mała, samotna, skazana na zagładę. Ale wolna i właśnie dlatego moralnie silniejsza od imperium. Mickiewicz nie pierwszy i nie ostatni raz pokazał, że naród potrzebuje nie tylko faktów, ale również symboli. I dlatego spór o to, czy Ordon rzeczywiście wysadził magazyn prochu, jest ważny dla historyka, ale nie wyczerpuje znaczenia wydarzenia. Mickiewicz nie pozostawił nam protokołu z pola bitwy, ale pozostawił pytanie znacznie ważniejsze: co powinien zrobić człowiek, kiedy staje naprzeciw przemocy tak potężnej, że zwycięstwo wydaje się niemożliwe? Odpowiedź była jednoznaczna: walczyć. Nie dlatego, że zwycięstwo jest pewne, ale dlatego, że są wartości, których bez walki oddać nie wolno.

O tym, jak ogromną siłę kulturotwórczą zyskał poemat Mickiewicza, najlepiej świadczy jedna z najbardziej przejmujących scen w Syzyfowych pracach Stefana Żeromskiego. Gdy w zrusyfikowanym gimnazjum uczeń Bernard Zygier zaczyna ku przerażeniu zastraszonego nauczyciela recytować zakazaną Redutę Ordona, zwykła lekcja zamienia się w manifestację wolności, a utwór brzmi jak oskarżenie wypowiadane przez polskiego ucznia i skierowane przeciwko systemowi, który próbuje odebrać jego pokoleniu narodową tożsamość. Jak napisał Żeromski, słowa Mickiewicza „pękały wśród nich jak granaty”, a obrazy dawno przegranej bitwy zaczynały działać na wyobraźnię młodych ludzi z siłą prawdziwego starcia. Tak rodziło się „pokolenie niepokornych”, z którego wyrośli późniejsi twórcy polskiej niepodległości. Podobnie było także w czasie ostatniej wojny. Świętej pamięci płk Otton Hulacki – bohater bitwy o Monte Cassino, opowiadał mi przed laty, że gdy w sowieckim łagrze ocierał się każdego dnia o śmierć, to wieczorami siadał obok swego towarzysza z pryczy, a ten recytował szeptem nauczoną przed wojną we lwowskim gimnazjum Redutę Ordona. „To krzepiło” – powiedział pułkownik, zwracając uwagę na kończące poemat proroctwo wieszcza o zagładzie rosyjskiego despotyzmu.

Reduta trwa

Mickiewicz wierzył, że przyjdzie dzień, gdy przemoc, na której zbudowane zostało rosyjskie imperium, obróci się przeciwko niemu samemu. I rzeczywiście – carat upadł, ale nie upadły imperialne zakusy Rosji. Po carskim dwugłowym orle przyszedł czerwony sztandar bolszewików, po imperium Romanowów – imperium Lenina i Stalina. Polska doświadczyła tego boleśnie w 1920 r., we wrześniu 1939 r., w Katyniu, podczas sowieckiej okupacji i w dziesięcioleciach narzuconego komunizmu. Za każdym razem zmieniało się uzasadnienie, ale niezmienna pozostawała zasada: silniejszy ma prawo odebrać słabszemu wolność. Dlatego Reduta Ordona nie jest jedynie pięknym zabytkiem polskiego romantyzmu. Stanowi przestrogę. Mickiewicz opisał bowiem coś więcej niż jedną rosyjską armię szturmującą jeden warszawski szaniec. Opisał starcie wolności z imperium zła, które może wygrać bitwę, zdobyć miasto, zburzyć domy, zapełnić więzienia, wywozić ludzi na Sybir i przez dziesięciolecia przekonywać podbity naród, że jego opór nie ma sensu. Nie potrafi jednak zwyciężyć narodu, który nie zgadza się uznać niewoli za stan naturalny. I dlatego najważniejszą prawdą Reduty Ordona nie jest to, że jej bohater zginął, wysadzając prochownię. Bo, jak wiemy, nie zginął. Nie jest nią nawet to, kto podpalił magazyn amunicji i czy eksplozja była zamierzona. Najważniejsza jest prawda, którą Mickiewicz wydobył z historii i przekazał następnym pokoleniom: są takie reduty, których broni się nawet wtedy, gdy nie ma nadziei na zwycięstwo. Bo ich opuszczenie oznaczałoby zgodę na niewolę.

Autor jest historykiem, doradcą Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi". Lekcjonarz otwiera tydzień Hioba od sceny dworskiej. Niebo jest tu salą rozpraw, synowie Boży radą, a wśród nich ha-satan, z rodzajnikiem, więc nie imię, lecz funkcja. Oskarżyciel, przeciwnik procesowy, ten, kto przemierza ziemię i zbiera materiał. Kanonista rozpozna w nim urząd rzecznika oskarżenia, i to jest lektura zamierzona przez autora, bo szatan Hioba nie jest jeszcze diabłem późniejszej teologii. Jest stroną w sporze, która ma prawo zadać pytanie. „A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba?" To Bóg wskazuje na Hioba, nie oskarżyciel. Próba zaczyna się od pochwały. „Czyż za darmo Hiob czci Boga?" Ha-chinnam. Za darmo, bez interesu. To pytanie jest osią całej księgi i osią każdej religii. Oskarżyciel nie kwestionuje pobożności Hioba, kwestionuje jej motyw. Czcisz, bo Ci się opłaca, bo zostałeś ogrodzony błogosławieństwem jak winnica. Zabierz ogrodzenie, a zobaczysz, co zostanie. Bóg przyjmuje zakład i wyznacza granicę. Majątek tak, osoba nie. Potem następują cztery posłańce, każdy z tą samą formułą „ja sam uszedłem, by ci o tym donieść", i każdy przychodzi, „gdy ten jeszcze mówił". Sabejczycy, ogień z nieba, Chaldejczycy, wicher. W jedno popołudnie Hiob traci woły, owce, wielbłądy, sługi i dziesięcioro dzieci. Autor nie skraca listy, bo chce, żeby czytelnik usłyszał każdy cios osobno. „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" JHWH natan we-JHWH laqach. Kościół wkłada te słowa w usta wszystkim, którzy chowają swoich, i rzadko pamięta, że wypowiedział je człowiek, który tego samego dnia stracił wszystko. Odpowiedź Hioba jest odpowiedzią na pytanie oskarżyciela. Czci za darmo, bo czci także wtedy, gdy nic nie zostało. W tym tygodniu usłyszymy jego skargę o Bogu, z którym nie da się procesować (30 IX), jego wołanie o Wykupiciela, który wstanie jako ostatni (1 X), i epilog, w którym Bóg przyzna mu rację przeciw przyjaciołom (3 X). Dziś słyszymy tylko pierwszy dzień i pierwsze zdanie. Wacław, wspominany dziś książę czeski, zabity przez brata u drzwi kościoła, do którego szedł na jutrznię, jest w tej perykopie po stronie Hioba. Czcił za darmo, aż po próg. „W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości". Oskarżyciel przegrał pierwszą rundę. Proces jednak trwa. I jest to treść całej reszty tej pięknej natchnionej księgi.
CZYTAJ DALEJ

Lourdes: papież spotkał się z 7 ofiarami wykorzystania seksualnego w Kościele

2026-09-27 20:58

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

PAP

Bez kamer, oficjalnych przemówień i tłumu wiernych. Blisko dwie godziny trwało w Lourdes spotkanie Leona XIV z siedmioma osobami skrzywdzonymi przez duchownych i innych członków Kościoła we Francji. Z każdą z osób spotkał się indywidualnie. Słuchał ich historii, bólu, a także tego, co ich zdaniem trzeba zrobić, aby podobne zło nigdy więcej się nie powtórzyło.

Spotkanie rozpoczęło się po godz. 17.30 w Domu Biskupim w Lourdes. Do Leona XIV przyszło siedem osób: czterech mężczyzn i trzy kobiety, które doświadczyły wykorzystywania seksualnego ze strony członków duchowieństwa i Kościoła we Francji.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Zuppi w Moskwie o jeńcach i wywiezionych dzieciach

2026-09-28 18:24

[ TEMATY ]

Moskwa

Kard. Matteo Zuppi

wywiezione dzieci

Vatican News

Kard. Matteo Zuppi

Kard. Matteo Zuppi

Specjalny wysłannik Papieża będzie rozmawiał przede wszystkim o jeńcach wojennych oraz dzieciach wywiezionych z rodzinnych stron i oddzielonych od swoich rodzin. Wizyta kard. Matteo Zuppiego w Rosji następuje po jego lipcowej misji na Ukrainie i ma służyć kontynuowaniu dialogu w sprawach humanitarnych związanych z wojną.

Podczas lipcowej wizyty na Ukrainie kard. Zuppi, przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, odwiedził m.in. miejsce, w którym przebywają rosyjscy jeńcy wojenni w obwodzie lwowskim. Obecna, trzydniowa misja w Moskwie ma służyć kontynuowaniu rozpoczętego wcześniej dialogu w sprawach humanitarnych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję