Reklama

Tak działa Bóg

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Anna Litwin: - Pierwsza parafia Księdza. Jak ją Ksiądz wspomina?

Reklama

Ks. Mikołaj Cichonowicz: - Bardzo miło. Po Prymicji wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem. Czułem, że to była moja droga. Po święceniach wróciłem na parafię, gdzie poprzednio byłem diakonem, do księdza, którego bardzo dobrze wspominam, ks. prał. Alojzego Tomkowicza. To był kapłan archidiecezji wileńskiej. Miał wtedy ok. 90 lat. Tam właśnie rozpocząłem kapłaństwo. Zaangażowałem się w pracę duszpasterską, odprawiałem wszystkie nabożeństwa. Pamiętam drugiego wikariusza ks. Pawła Szańczuka, którego wspominam z szacunkiem, i nadal przyjaźnimy się. Pozwolił mi wtedy, jako neoprezbiterowi, odprawić samodzielnie całe Triduum. Bardzo się z tego cieszyłem. Po 2 latach zostałem przeniesiony do parafii w Lidzie, ok. 100 km od Grodna. To była już parafia miejska. Byłem tam prawie 2 lata. Później Ksiądz Biskup zaproponował mi pracę przy Konferencji Episkopatu w Mińsku. Pracowałem tam ok. pół roku. Potem Ksiądz Biskup zabrał mnie do Grodna. Zostałem wikariuszem w katedrze grodzieńskiej i wróciłem do ulubionej pracy duszpasterskiej. Trwało to półtora roku. Myślałem, że w końcu pójdę na samodzielną parafię, bo moi koledzy kursowi poszli już na proboszczów (brakuje u nas kapłanów i niektórzy zostają proboszczami już dwa lata po święceniach). Nawet Ksiądz Biskup o tym wspominał, ale potem zmienił decyzję. Powiedział: „Księże, jest potrzeba jechać na studia, bo trzeba wychowawców do seminarium”. W ten sposób trafiłem do Lublina.

- Ilu katolików jest obecnie na Białorusi i jak wygląda współegzystencja katolików i prawosławnych? Czy potrafią się ze sobą porozumieć?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Katolików, według oficjalnych statystyk, mamy ok. 11,7%, większość to prawosławni (według nieoficjalnych źródeł 15-20%). Jeśli chodzi o prosty lud - w większości ludzie żyją w zgodzie. Nie ma tam nienawiści. „Zgrzyty” zdarzają się w tej wyższej już hierarchii, gdzie prawosławni mają dystans do katolików. Kościół prawosławny jest moskiewski, związany z państwem. Ale to nie jest taki problem jak w Rosji.

- Jak w takim razie przedstawiają się relacje między Kościołem katolickim a państwem białoruskim?

- Na dzień dzisiejszy nie można powiedzieć, że Kościół katolicki jest na Białorusi prześladowany. Mówi się o pewnej lojalności wobec Kościoła katolickiego, o chęci nawiązania pełnej współpracy państwa z Kościołem. Władze dają pozwolenie na działalność kościelną. Nie można tego porównywać z czasami lat 80. Państwo chce dyktować jednak swoje prawa w Kościele, a to jest nie na rękę Kościołowi. Ingeruje np. w sprawy językowe. Zachęca się, aby liturgia była sprawowana po białorusku. Jak najmniej po polsku. Księża, którzy przyjeżdżają głównie z Polski, muszą znać język białoruski. Takie jest prawo.

Reklama

- Kościół katolicki na Białorusi jest Kościołem młodym. W młodych Kościołach obecne są zazwyczaj niezwykły entuzjazm i gorliwość. Jak to Ksiądz widzi? Jaka jest różnica między katolikami tutaj, w Polsce, a tymi na Białorusi?

- Młode Kościoły rzeczywiście przeżywają entuzjazm. Pamiętam lata 90. I pamiętam opowiadania proboszczów, którzy byli zdziwieni takim zaangażowaniem wiernych. Ludzie wtedy dosłownie rzucili się, żeby odnowić kościoły. Były zbierane pieniądze, świadczona pomoc materialna, duchowa, modlitwy, ludzie tłumnie gromadzili się przy kościołach. To była taka odwilż antysowiecka. Gdy bp Kondrusiewicz zakładał seminarium, księża obawiali się, kto będzie studiował, wykładał... Tymczasem w pierwszym roku zgłosiło się ok. 40 kandydatów. Pamiętam 1994 r. - nasz kurs miał 23 kandydatów. W latach 1998-99 w seminarium w Grodnie było zawsze więcej niż 100 kleryków. To nie były małe roczniki. Kardynał Kazimierz nazwał ten okres „wiosną Kościoła”. Kościół odradzał się wtedy od strony zewnętrznej i wewnętrznej, a więc nie tylko budowa, remonty, ale też zaangażowanie w życie religijne, przyjmowanie sakramentów.

- Jakie widzi Ksiądz zagrożenia dla Kościoła na Białorusi?

Reklama

- Obawiam się, że idzie wpływ z Zachodu, a więc kultura sekularyzmu, materializmu... Kościół katolicki na Białorusi przeżył ten największy entuzjazm i teraz staje przed takim zadaniem, żeby w tę nową rzeczywistość wejść z tą pierwszą gorliwością. To jest kłopot dla naszego Kościoła, większy niż dla polskiego, dlatego że wierni nie zdążyli się zahartować, okrzepnąć w wierze. Istnieje niebezpieczeństwo, że ludzie tak jak łatwo zaangażowali się w wiarę, tak łatwo mogą ją stracić. Wielkim zagrożeniem są sekty, które napływają z Zachodu, korzystając z wolności religijnej. Teraz wydaje się ustawy i prawa, które te sprawy regulują. Niektóre sekty, np. jehowici, nie są akceptowane przez państwo. Ostatnio słyszałem, że planowany jest nowy projekt ustawy, żeby w ogóle nietradycyjne Kościoły powoli rugować. Dostrzeżono, że to jest groźne dla społeczeństwa.

- Czego zatem najbardziej potrzebują wierzący na Białorusi?

- Myślę, że przede wszystkim szeroko pojętej formacji. Lata 90. to była podstawowa katechizacja. Przypominanie podstawowych rzeczy. Dzisiaj potrzebna jest nowa ewangelizacja, która wzmocni tych ludzi w wierze, by trzymali się wartości chrześcijańskich, bo niestety brakuje im zakorzenienia. Gdy pojawiają się wymagania, często ci ludzie po prostu odchodzą. Młodzi, których uczyłem katechezy, spotykają się teraz z rzeczywistością, ze światem, który jest dla ludzi niechrześcijański. Przeżywają kryzysy, załamania, potrzebują wsparcia. Zatem największym zadaniem Kościoła na Białorusi jest formacja ludzi, by mieli świadmość religijną, by wiedzieli co robić, jak żyć. Fakt, trzeba remontować i budować nowe świątynie, ale ważne jest, żebyśmy przy tym nie stracili ludzi. Żeby te świątynie nie były puste. Potrzeba jest stała formacja przez spotkania, rekolekcje, konferencje, duszpasterstwa akademickie, duszpasterstwa specjalistyczne... Zadania Kościoła to także wszechstronna formacja duszpasterzy, którzy będą formować ludzi.

- W kwietniu przeżywaliśmy kolejną rocznicę śmierci Jana Pawła II. Jak był odbierany na Białorusi Papież Polak?

Reklama

- Jan Paweł II cieszył się wielkim autorytetem. Kościół katolicki, a nawet chrześcijanie prawosławni bardzo pragnęli, żeby Ojciec Święty odwiedził Białoruś. I pamiętam wszelkie pielgrzymki do Polski czy tam, gdzie Papież jechał, zawsze były transparenty z napisem: „Grodno czeka Papieża”. Myśmy nawet je skandowali, a Ojciec Święty słuchał i machał nam ręką. Kard. Kazimierz Świątek wspominał nam, że gdy na osobistym spotkaniu z Papieżem opowiadał o Białorusi, to Papież zamykał oczy i powtarzał: „Białoruś... Białoruś... Białoruś”... Czyli cały czas myślał o nas. Szacunek do Jana Pawła II był wielki. Myślę, że gdyby Jan Paweł II przyjechał na Białoruś, to byłaby wielka zmiana. Myślę, że stosunki między Kościołem katolickim, państwem a prawosławiem wyglądałyby inaczej. Ludzie u nas mówią: „Chwała Bogu, że Papież Słowianian zrobił w swoim czasie dla nas, dla Białorusi, to, co zrobił”. Rejestracja administratury hierarchicznej w Kościele, tworzenie diecezji, mianowanie biskupów... - to jest wyraz zainteresowania Papieża Białorusią. Teraz, owszem, Ojciec Święty Benedykt XVI jest szanowany, ale mówią, że Białoruś już nie doświadczy tej opieki.

- Jak Białoruś przeżywała śmierć i pogrzeb Jana Pawła II?

- Pogrzeb Papieża był przeżywany z wielkim smutkiem. Brakowało nam jednak tego świadectwa na zewnątrz. Owszem, w Grodnie przy katedrze młodzież gromadziła się, natomiast władza trochę obawiała się, żeby ludzie nie wyszli na zewnątrz, żeby te wydarzenia nie stały się pretekstem do czegoś większego. Atmosfera była napięta. W kościołach były nabożeństwa, ale nie było takiego entuzjazmu i przeżycia, jak to było w Polsce.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Które przykazanie w Prawie jest największe?

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

adobe.stock.pl

Wizja doliny wysuszonych kości należy do czasu po roku 587, gdy Izrael utracił ziemię, świątynię, króla i - jak sam mówi - nadzieję. Bóg cytuje tę skargę dosłownie: „wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas”. Prorok zostaje postawiony pośrodku doliny pełnej kości „bardzo wyschłych” - śmierć dawna i dopełniona hańbą braku pogrzebu, który w Izraelu oznaczał zerwanie więzi z ziemią ojców i pamięcią wspólnoty. Na pytanie: „synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” Ezechiel nie odpowiada ani „tak”, ani „nie”: „Panie Boże, Ty to wiesz” - pokora, która oddaje sprawę Temu, kto jedyny zna drogę ze śmierci do życia. Ożywienie dokonuje się dwustopniowo, według wzorca stworzenia człowieka z Rdz 2,7: najpierw prorokowanie do kości - zbliżają się z trzaskiem, pokrywają ścięgnami, ciałem i skórą, „ale ducha w nich nie było”; potem prorokowanie do ducha. Cała scena gra wieloznacznością hebrajskiego rûaḥ, które w tych czternastu wersetach oznacza kolejno wiatr, strony świata („od czterech wiatrów”), tchnienie i Ducha Bożego - jedno słowo spina meteorologię, anatomię i pneumatologię, bo życie na każdym poziomie jest darem tego samego Boga. Wyjaśnienie wskazuje pierwszy sens: kości to „cały dom Izraela”, otwarcie grobów to wyprowadzenie z wygnania. Lecz obrazy sięgnęły dalej, niż sięgała odbudowa polityczna - judaizm i chrześcijaństwo odczytały w nich zapowiedź zmartwychwstania umarłych; freski synagogi w Dura Europos z III wieku ilustrują tę wizję właśnie tak, a liturgia Kościoła czyta ją w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Ireneusz sięgał po nią w obronie zmartwychwstania ciała: skoro Bóg na początku ulepił człowieka z prochu, może też ożywić wyschłe kości - ciało jest Jego dziełem, nie przeszkodą. Refren „i poznacie, że Ja jestem Pan” mówi o poznaniu przez doświadczenie: lud, który uważa się za martwy, pozna Boga po tym, że żyje.
CZYTAJ DALEJ

„Mistyczka” - zobacz film przedpremierowo!

2026-08-20 12:42

[ TEMATY ]

film

Alicja Lenczewska

Mat.prasowy

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Była nauczycielką, podróżowała po świecie i przez lata należała do partii komunistycznej. W pewnym momencie jej życie całkowicie się zmieniło. Historia Alicji Lenczewskiej stała się inspiracją dla filmu „Mistyczka”, w którym w główną rolę wcieliła się Dorota Chotecka. Pokaz produkcji odbędzie się 23 sierpnia 2026 roku w ramach cyklu „Lato z Rafaelem”.

Przez lata Alicja Lenczewska prowadziła zwyczajne życie. Z czasem zaczęła jednak szukać odpowiedzi na pytania o sens życia i własne miejsce w świecie. Przełomem okazało się doświadczenie duchowe, które skierowało ją na zupełnie inną drogę. Swoje przeżycia zaczęła zapisywać w dziennikach, a po jej śmierci zapiski zostały poddane rozeznaniu przez specjalnie powołaną komisję.
CZYTAJ DALEJ

Ksiądz z Archidiecezji wrocławskiej we Fraterni Kapłańskiej św. Dominika

2026-08-21 15:30

Jakub Gonciarz OP

Ks. Krzysztof Wojtaś [z lewej] i ks. Kamil z warszawsko-praskiej rozpoczęli swój nowicjat dla Fraterni, otrzymując dominikański krzyż

Ks. Krzysztof Wojtaś [z lewej] i ks. Kamil z warszawsko-praskiej rozpoczęli swój nowicjat dla Fraterni, otrzymując dominikański krzyż

Ks. Krzysztof Wojtaś, wikariusz parafii Najświętszego Zbawiciela we Wrocławiu‑Wojszycach, od roku należy do Fraterni Kapłańskiej św. Dominika. Dla czytelników Niedzieli Wrocławskiej opowiada, jak wygląda formacja księży diecezjalnych w rodzinie dominikańskiej oraz jak św. Pier Giorgio Frassati poprowadził go do złożenia przyrzeczenia i życia duchowością św. Dominika.

Jak zaznacza ks. Krzysztof Wojtaś jego spotkania z rodziną dominikańską zaczęła się dzięki spotkaniom w Lednicy. - Pierwszy raz pojechałem na Lednicę w 2002 roku i od tamtej pory to miejsce stało się dla mnie przestrzenią duchowego wzrostu. Później, już jako ksiądz, uczestniczyłem w rekolekcjach dla duchownych na Jamnej czy Lednicy, gdzie poznałem wielu braci kaznodziejów. Ich styl życia, prostota i duchowość św. Dominika zawsze mnie pociągały - podkreśla kapłan w Wojszyc, podkreślając, że rok temu dowiedział się, że powstaje Fraternia Kapłańska św. Dominika — wspólnota dla księży diecezjalnych, którzy chcą żyć duchowością dominikańską. - Napisałem maila do o. Pawła Koniarka OP, promotora fraterni, i zacząłem uczestniczyć w spotkaniach jako postulant. W sierpniu przeżyłem ważny moment: 19 sierpnia odbyły się moje obłóczyny. Prowincjał wręczył mi krzyż dominikański, znak przynależności do rodziny dominikańskiej. Zachowujemy sutannę, ale krzyż jest widocznym symbolem tego, że żyjemy duchowością Zakonu Kaznodziejskiego. W czasie obrzędu otrzymuje się również patrona — świętego lub błogosławionego z rodziny dominikańskiej. Moim został św. Pier Giorgio Frassati, którego kanonizacja była dla mnie impulsem do podjęcia tej drogi. On jako tercjarz należał do dominikańskiej rodziny, więc jego przykład bardzo mnie poruszył - opowiada ks. Wojtaś.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję