„Żadne zwierzę nigdy nie powie: od sześciu lat cierpię na te dolegliwości i będą one trwały, dopóki nie umrę” – tłumaczy prosto i obrazowo abp Sheen w książce „Miłość, która czeka na Ciebie”. Pisze, że nadmierne analizowanie życia i rozpamiętywanie przeszłości prowadzą do lęku przed tym, co może się wydarzyć w przyszłości. Pan Bóg dał nam na to dwa lekarstwa. Pierwszym jest sakrament pokuty, który „nie tylko wymazuje przeszłość i oczyszcza pamięć, ale również wyklucza strach i obawę, uspokajając duszę nadzieją w miłosierdzie Boże”. Drugim sposobem, aby „wyleczyć współczesnych chorych”, jest „uświęcenie teraźniejszej, obecnej chwili albo uduchowienie naszego życia doczesnego”. Dlaczego to takie ważne? Autor odpowiada za Biblią: „bo dosyć ma dzień swojej biedy. To oznacza, że każdy dzień ma swoje doświadczenia. Nie zadręczaj się jutrem (…) każdy akt poddania się woli Bożej jest naszym zwycięstwem”.
Abp Sheen napisał ponad 60 książek. W jednej z nich, „Marnotrawnym świecie”, błyskotliwie interpretuje przypowieść o synu marnotrawnym. Robi to tak, że również współczesny czytelnik znajdzie w niej słowa nadziei. Jej źródłem jest także Kościół, który autor nazywa „światłem rozświetlającym ciemności udręczonego świata”. O ziemi Sheen pisze natomiast, że jest tylko „stopniem na drodze do nieba”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Wspomnę jeszcze jedną książkę, którą lubię: „Źródła naszej nadziei”. To zbiór krótkich rozważań o ponadczasowym charakterze. Dotyczą wewnętrznej przemiany i duchowego doskonalenia, które staje się możliwe, gdy zrozumiemy, że „chwile przytłaczającej klęski często są wigilią głębokiego duchowego odrodzenia”. Nowy błogosławiony podkreśla, że „ciemność nie jest końcem; jest nim tylko dla tych, którzy żyją bez Boga”.
Ogromnie się cieszę, że ten charyzmatyczny amerykański kaznodzieja, jeden z najbardziej znanych katolickich ewangelizatorów XX wieku, został wyniesiony na ołtarze. W homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej kard. Luis Antonio Tagle ciekawie go określił, sięgając zresztą po jego własne słowa, jako „furtiana prowadzącego do domu Boga”.
Sheen był też mistrzem komunikacji medialnej. W uroczystościach brali udział ludzie, którzy wciąż pamiętali jego programy telewizyjne, zwłaszcza popularny „Life Is Worth Living”, emitowany we wtorkowe wieczory w latach 1952–1957. Forma programu była niezwykle prosta: biskup, biurko, kilka książek, figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem i tablica, na której Sheen zapisywał najważniejsze słowa. Program nadawało 169 stacji, a przed telewizorami gromadziło się około 30 mln widzów.
Mówiono o nim, że jest „mikrofonem Boga”, bo przemawiał genialnie. Dziś może być wzorem, jak ewangelizować świat przez media, choćby społecznościowe. Postawa nowego błogosławionego pomaga zrozumieć, jak ważne jest to zadanie, również dla biskupów, a zwłaszcza dzisiaj. To właśnie w mediach społecznościowych spędzamy, o zgrozo, najwięcej czasu i jesteśmy do nich podłączeni non stop. Dzieci i młodzież tym bardziej.
Reklama
Wymowne są też słowa papieża Leona XIV, który wspominał Sheena podczas spotkania z przedstawicielami Papieskich Dzieł Misyjnych: „Ja sam byłem świadkiem jego ewangelizacji, gdy dorastałem”. Jako chłopiec papież był więc jednym z milionów Amerykanów, których ukształtował głos tego niezwykłego kaznodziei.
W październiku 1979 roku papież Jan Paweł II odwiedził katedrę św. Patryka w Nowym Jorku. Jednym z najbardziej poruszających momentów tej wizyty było jego spotkanie ze starszym i schorowanym arcybiskupem Sheenem. „Dobrze pisałeś i mówiłeś o Panu Jezusie” – powiedział do niego Jan Paweł II, a potem dodał: „Jesteś wiernym synem Kościoła”.
Po latach natomiast historia zatoczyła koło: ks. prof. Franciszek Jabłoński trafnie określił arcybiskupa Sheena „amerykańskim Wojtyłą”.
